Emisja Makłowicz w podróży będzie miała miejsce (premiera, powtórka):
Program TV na 29 września 2026 (Wtorek)Opis (streszczenie): Podróż rozpoczna się w Siedmiogrodzie, w części nazywanej Saską Szwajcarią. Saską od niemieckich osadników, którzy zakładali tu miasta już w XII wieku. Najpiękniejszym miastem regionu jest Sighishoara, otoczona średniowieczną cytadelą. Jedyną konkurencją dla Sighishoary w Europie może być francuskie Carcassone, z podobnie zachowanymi średniowiecznymi murami. W restauracji przy rynku (tuż obok domu, w którym mieszkał Vlad Dracula, ojciec słynnego Draculi) Robert zamawia dania reprezentatywne dla trzech nacji mieszkających dziś w Sighisoarze: rumuńskie sarmalute cu mamaliguta, czyli gołąbki z mamałygą, węgierski paprykarz wieprzowy z galuszkami i niemiecki gulasz z jelenia z czerwoną kapustą oraz roladą wieprzową. Wioska Valea Viilor, po niemiecku Wurmloch, to stara saska wieś. Robert podziwia tu jeden z miejscowych cudów - średniowieczny saski kościół pełniący funkcje obronne. Warto zwiedzić także kościół w Biertan (po niemiecku Birthölm), który otoczony jest trzema pierścieniami murów obronnych. Podobnych kościołów jest w okolicy wiele, niemal w każdej wsi. Niektóre z nich zostały wpisane na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO. Medias to pierwsze większe miasto na trasie. W roku 1575 tu właśnie przyjął polskich posłów książę siedmiogrodzki Stefan Batory, który podpisał Pacta Conventa, by móc zostać królem Polski. W Medias Robert zwiedza przepiękną starówkę, a następnie wstępuje do piekarni i ciastkarni, by spróbować miejscowych wypieków: popularnych precli na słono i słodko. Pernute to słodkie drożdżowe bułeczki, zaś covrig to precle z makiem, sezamem i serem cascaval. Zaraz za Medias, przy głównej drodze znajduje się wioska Brateiu. W kramach na poboczu drogi Cyganie sprzedają swoje wyroby. Wyspecjalizowali się w miedzianych naczyniach. W okolicach Poiana Mica Robert zapuszcza się w karpackie lasy. To niemal pierwotne puszcze. Rosną w nich nie tylko sosny i świerki, ale też dęby. Dzięki temu żyją tu np. niedźwiedzie. Każdego roku odbywają się tutaj "truflowe łowy". Trufle występują w Europie w pasie od Francji do Mołdawii. W Rumunii zbiera się je dopiero od 10 lat. Do poszukiwań wykorzystuje się specjalnie szkolone psy myśliwskie. W miejscowej gospodzie z widokiem na górskie hale odbywa się degustacja trufli. Na talerzykach dwie trufle umyte, jedna w stanie naturalnym i ser. Przekroczywszy Karpaty, nasz podróżnik znajdzie się na Wołoszczyźnie. Chce zobaczyć winnice regionu Dealu Mare. Z miejscowym kucharzem przyrządzi danie invertita de la ciuta, czyli ziemniaczane naleśniki z nadzieniem z kurczaka. Odwiedzi także nowoczesną winiarnię Lacerta. Właścicielem winiarni jest Walter Friedl, Austriak z Wiednia. Podczas degustacji panowie raczą się winem białym i czerwonym, młodym i starzejącym się w drewnianych beczkach. Na zakończenie pobytu na Wołoszczyźnie Robert wzmacnia się miejscowymi wędlinami. Ghiudem to kiełbasa wołowa, przypominająca turecki sudżuk, babic to ostra kiełbasa paprykowana, zaś carnat de plecho to kiełbaski baranie, jedyne w Rumunii z apelacją.
Czas trwania: 25min. / 2012 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Kucharz odwiedza chorwacką wyspę Lastovo. Podziwia architekturę z czasów Republiki Dubrownickiej i słynne ozdobne kominy. Jedzie też do wioski rybackiej, a w zatoce Solitudo degustuje zupę rybną i miejscowe specjały. Produkty spożywcze dowozi się tu promem, dlatego podstawą lokalnej kuchni są oliwa, wino, smażone kalmary, langustynki, skorpena i ziemniaki z botwiną. Następnie podróżnik płynie na porośniętą przez lasy piniowe wyspę Mljet, gdzie unosi się zapach żywicy i miodu. Na kamienistym nabrzeżu gotuje ośmiornicę na czerwono.
Czas trwania: 32min. / Polska / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Tym razem Robert zwiedza Czarnogórę. Daniem odcinka będzie weneckie risotto z zielonym groszkiem i jagnięciną, które podróżnik przyrządzi na malowniczej wysepce pod kapliczką Matki Boskiej Ryżowej. Według legendy niegdyś przepływał tędy statek wyładowany ryżem. Gdy zerwała się burza, kapitan wznosił modły do Matki Boskiej i ryż dopłynął do konsumentów.
Czas trwania: 32min. / Polska / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Nowy cykl Roberta Makłowicza na antenie Programu 2 to program kulinarno - podróżniczy, którego celemjest przekazanie praktycznej wiedzy, związanej z podróżami i odwiedzanymi miejscami. W swojej kolejnej portugalskiej podróży Robert Makłowicz odwiedza miasto u ujścia rzeki Douro do Atlantyku, znane jako ośrodek eksportu doskonałych mocnych win już w XVIII wieku. Atrakcją Porto są składy win, w których można wędrować przez ogromne piwnice pełne beczek i butelek z dojrzewającym portwajnem. W asyście właściciela jednej z takich piwnic krakowski znawca kuchni przyrządza na miejscu stek z pieprzem oczywiście z dodatkiem wina porto! Oprócz pięknych zabytków i staroświeckich sklepów dodających mu uroku, Porto ma też swoją przystań rybacką i port oceaniczny w Matosinhos, gdzie warto zjeść pieczone na ruszcie wprost na ulicy sardynki, makrele czy dorady.
Czas trwania: 24min. / 2009 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Sybin (rumuńska nazwa Sibiu) to jedno z najpiękniejszych miast nie tylko Transylwanii i Rumunii, ale i całej Europy. To miasto trzech kultur - niemieckiej, węgierskiej i rumuńskiej wyróżnia się wspaniale zachowaną zabytkową architekturą. Zwiedzanie Sybina Robert zaczyna od Piata Mare, głównego placu miasta, który znajduje się na saskiej starówce, saskiej, bo zbudowanej przez niemieckich osadników. Pierzeję południową placu wypełniają domy w stylu saskim; północna zaś to budowle w stylu austriackiego baroku, wśród których wyróżnia się XVIII - wieczny pałac austriackiego gubernatora Samuela von Brukenthala. Pod jego rządami Sybin przeżył niezwykły rozkwit. W samym centrum miasta niewiele jest szkaradnych budowli z czasów komunizmu. Istniał wprawdzie plan wyburzenia saskiej starówki i postawienia w tym miejscu ohydnych betonowych bloków, ale na szczęście reżim Ceausescu upadł wcześniej. W staromiejskiej Caf Wien Robert zamawia do degustacji tort szwarwaldzki, strudel serowy i fiaker caf, czyli kawę wzmocnioną alkoholem. Po wiedeńskich deserach Robert udaje się na Most Kłamców. Jest to pierwsza żeliwna konstrukcja w całej Transylwanii. Jak chce legenda, kto stojąc na nim skłamie, runie w dół razem z mostem. Ulica Nicolae Balcescu to główny deptak miasta. Kamienice z XIX wieku są ładnie odnowione, bo w 2007 roku Sybin był Europejską Stolicą Kultury. Przeważają tu knajpy międzynarodowe i takie, w których podają swojskie jedzenie. Robert poleca słynne rumuńskie kiełbaski mititei z sałatką z bakłażanów. W Dolnym Mieście, gdzie niegdyś mieszkała uboga ludność pochodzenia rumuńskiego, Robert odwiedza targ. Na stoiskach królują winogrona, papryka, zielone pomidory, bazylia i oregano. W jednej z restauracji odbywa się Oktoberfest, Robert ma więc okazję skosztować bawarskich wędlin Sybin był drugim miastem w Europie, które w XIX wieku zafundowało sobie elektryczny tramwaj. Dziś kursuje on tylko okazjonalnie. Linia prowadzi do podnóża gór - do wioski Rasinari. Ta piękna rumuńska wioska zapisała się złotymi zgłoskami w historii filozofii i literatury rumuńskiej i światowej. Pochodzili stąd filozof Emil Cioran oraz Octavian Goga, międzywojenny rumuński premier i poeta bardzo zaprzyjaźniony z ówczesnymi elitami Polski. W knajpce o nazwie "Restauracja", niedaleko domu Ciorana, Robert przyrządza cascaval pane, czyli panierowany smażony ser w sosie. Ostatnim przystankiem historycznej linii tramwajowej jest wioska Paltinis. To zimowy kurort, kompletnie opustoszały po sezonie. Miał tu swój dom Constantin Noica, rumuński filozof. Skazany w 1958 roku na 25 lat więzienia za propagowanie dzieł Emila Ciorana, wyszedł po sześciu latach na mocy amnestii. Do górskiego domku, w którym spędził jesień życia, Noica zapraszał wybranych uczniów. Stworzył i realizował ideę oporu wobec komunizmu poprzez naukę. Niestety, nie doczekał końca reżimu Ceausescu. Górskie powietrze najwyraźniej sprzyja filozofii. W miejscowej knajpie panowie przy kuflach piwa toczą bardzo filozoficzne rozmowy.
Czas trwania: 25min. / 2012 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Andaluzyjska podróż zaczyna się od wizyty w Maladze. Ważnym punktem na mapie miasta jest targ mieszczący się w dawnym arabskim budynku. Przy głównym wejściu sprzedawane są ryby i owoce morza. Malaga słynie również z doskonałego wina. W tradycyjnej restauracji Robert Makłowicz próbuje dań z ryb, ośmiornicy i wieprzowiny. Czeka go degustacja: panierowanych, smażonych sardeli, wieprzowej rolady schabowej z czarnej świni iberyjskiej, ośmiornicy na ziemniakach z czosnkiem, oliwą i pietruszką. Do picia zaś podane zostanie wytrawne wino moscatel. Niedaleko Malagi znajduje się wypoczynkowa miejscowość Torremolinos. Na obrzeżach plaż działają tu restauracje z tarasami. Na jednym z nich przybysz z Polski przyrządzi miecznika po malageńsku. Turyści mogą też wybrać się do górskiego miasteczka Mijas, gdzie kucharz odwiedzi winotekę oferująca trunki z całej Hiszpanii.
Czas trwania: 32min. / Polska / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Prowadzący zwiedza Budapeszt. W Budzie odwiedza restaurację Josefa Bocka, winiarza z Villanyi nad granicą chorwacką. Degustuje m.in. zupę rybną z karpia - ponty halaszle, a także węgierski makaron z żołądkami drobiowymi. Na promenadzie w Varkert Bazar podróżnik gotuje danie odcinka, paprykarz z suma z łazankami z serem. Pobyt w Budzie kończy wizyta w słynnych Łaźniach Gellerta. Smakosz przeprawia się na drugi brzeg Dunaju - do Pesztu, gdzie czeka na niego dużo kulinarnych atrakcji, np. restauracje z gwiazdką Michelina.
Czas trwania: 32min. / Polska / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Granice uprawy winorośli w dolinie rzeki Douro, czyli - jak powiedzielibyśmy dzisiaj - apelację regionalną, wyznaczono już w połowie XVIII wieku. Do dziś pozostaje niemal niezmieniona. To stąd pochodzi wino porto. Robert Makłowicz porusza się po górzystej okolicy najpewniejszym środkiem lokomocji - samochodem terenowym. Podziwia niezwykłą architekturę i rozwiązania techniczne jednej z lokalnych winnic. Wyjaśnia, na czym polegają różnice między poszczególnymi odmianami porto. Przyrządza na miejscu dania z portugalskiej kiełbasy chourio oraz z konserw rybnych. Wspina się też po siedmiuset schodach do sanktuarium w pobliskim Lamego, a w miasteczku ma okazję skosztować słynnej miejscowej wędzonej szynki i owczego sera.
Czas trwania: 25min. / 2009 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Transylwania od 1918 roku należy do Rumunii. Jej łacińska nazwa oznacza krainę za lasami. To jedno z ostatnich tak wielokulturowych miejsc w narodowej Europie. Dziś przyjrzymy się jej części, która zwie się Szeklerszczyzną. Tajemniczy lud Szeklerów zamieszkuje do dzisiaj północny Siedmiogród. Oni sami twierdzą, że wywodzą się od Csaby, syna wodza Hunów, Attyli. Naukowcy przypuszczają, że mogą być potomkami Połowców lub Pieczyngów. Ich Święta Skała góruje nad wioską Rimetea, po węgiersku zwaną Torocko. Wioska została starannie odnowiona w latach 90. W jej centrum stoi zbór unitariański. Udziela on akurat ekumenicznej gościny węgierskim katolikom, którzy licznie przybyli na motocyklach na mszę świętą. Następnego dnia w miejscowym pensjonacie Robert asystuje przy pieczeniu chleba. Wyjęty z pieca chleb ma przypaloną skórkę. Robert wyjaśnia, że spalona skórka chroni chleb przed wysychaniem. Dawniej, kiedy chleb piekło się raz na tydzień, bochenki przeznaczone na zapas czekały w spiżarni właśnie w takiej postaci. Gospodarz pensjonatu zaprasza na taras na tradycyjne szeklerskie śniadanie. Robert przedstawia śniadaniowe menu. Świeżo upieczony chleb, placki langosze, słonina, pasta zakuska i pasta z bakłażanów. A na początek, przed jedzeniem, kieliszek palinki. Po śniadaniu Robert wybiera się na spacer po wsi, by przyjrzeć się tradycyjnej szeklerskiej zabudowie. Wszędzie drewniane bramy, często bogato zdobione. Domy stoją bokiem do ulicy, dzięki czemu wieś jest bardziej zwarta. Każdy dom ma piwnicę i strych. W miejscowej restauracji o nazwie Kuria Robert degustuje rumuńskich zup: estragonowej i flaczków na kwaśno. Daniem głównym odcinka jest kapusta po szeklersku, którą Robert ugotuje na leśnej polanie z widokiem na Świętą Skałę. Wioska Rimetea / Torockó żyje z turystów; niemal w każdym domu oferują pokoje gościnne, ale głównym zajęciem miejscowych jest jednak rolnictwo. W jednym z gospodarstw Robert ma okazję zobaczyć domową gorzelnię - na podwórku beczki z zacierem ze śliwek, a w domu odpowiednia aparatura. Okolica to kraina śliwek, więc robi się tu specjał zwany silva palinka, czyli tuica, czyli śliwowica. Gospodarz wraz z Robertem wznosi toast: Na zdrowie!
Czas trwania: 25min. / 2012 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Kucharz zwiedza południową Chorwację. Jego trasa wiedzie z półwyspu Pelješac, aż do mniej turystycznego regionu Konavle. W osadzie rybackiej Lovište krakowski smakosz uczy się podstaw dalmatyńskiej kuchni. Lokalny restaurator zaprasza go na degustację sałatki, której głównym składnikiem są langusty. Następnie podróżnik jedzie do Kuny Pelješkiej, gdzie wina można się napić w rodzinnych konobach - gospodach we wnętrzach domów. Z kolei w nadmorskim miasteczku Trstenik przyrządza manitrę, czyli makaron po dalmatyńsku w sosie z młodym bobem i kalmarami. Ostatni etap wyprawy to niewielki półwysep Prevlaka.
Czas trwania: 31min. / Polska / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Robert Makłowicz odwiedza Asti we Włoszech. W średniowieczu była to wolna republika miejska i najpotężniejszy ośrodek w całym Piemoncie. Z tamtych czasów została tylko imponująca katedra. Dzisiaj Asti to niewielkie centrum regionu Monferrato, słynące z czerwonych win barbera, białych muskatów i win musujących. W regionie Asti panowali i francuscy Walezjusze, i hiszpańscy Habsburgowie, a wreszcie dynastia sabaudzka, która zjednoczyła Włochy. Przy Piazza Medici Robert Makłowicz podziwia Torre Trojana, dom, który jest właściwie wieżą. W średniowieczu takich wież było w mieście 120; do naszych czasów przetrwało tylko kilka i stanowią turystyczną atrakcję. W winiarni przy Piazza Statuto trafiamy na degustację. Do słynnego czerwonego barbera d’Asti podano miejscowe sery kozie o nazwach: robiola i toma. Nieopodal przy Via Brofferio jest wspaniała cukiernia, torroneria - cioccolateria. W środku wita Roberta właściciel, pan Davide Maddaleno. Zakład działa w mieście od ponad stu lat. Maddaleno częstuje Roberta Makłowicza "dumą Piemontu", czyli nugatem własnej produkcji. W hali produkcyjnej Robert ma okazję zobaczyć minilinię do produkcji nugatów i paluszków grissini w polewie czekoladowej. Tutejsze grissini to po prostu piemonckie paluszki chlebowe w wersji słodkiej. W cukierni Davide Maddaleno jest sala tradycji. Na wystawie dokumentującej tradycje wyrobu słodyczy można zobaczyć ciekawy eksponat: walizkę obwoźnego sprzedawcy. Dzisiaj komiwojażerowie nie sprzedają już słodyczy w ten sposób, ale jeszcze kilkadziesiąt lat temu używali takich walizek z przegródkami na próbki towaru. Po wizycie w cukierni pora na coś konkretnego. W restauracji w centrum miasta Robert Makłowicz ma okazję spróbować salumi e formaggi. Jest to przystawka z miejscowych wędlin i serów. Danie główne zaś to agnolotti antignano al sugo d’arrosto, czyli typowe dla regionu kwadratowe pierożki w sosie pieczeniowym, do których jak ulał pasuje kieliszek barbery. Kilka kilometrów na południe od Asti rozpościerają się łagodne pagórki regionu Monferrato. Na zboczach króluje winorośl i orzechy laskowe. Te dwie uprawy są bardzo ważne nie tylko dla krajobrazu, ale też dla miejscowej kuchni. W miasteczku Canelli Robert Makłowicz zwiedza historyczną winiarnię Gancia. Wita go ogromna makieta butli wina spumante. Winiarnia jest jednym z najstarszych i największych wytwórców białych win z regionu. Produkuje moscato d’Asti i Asti spumante. Piwnice winiarni o łukowatych sklepieniach przypominają katedrę i są nazywane podziemnymi katedrami. Te niezwykłe pomieszczenia mają wkrótce zostać wpisane na listę UNESCO. Robert uczestniczy w pokazie czarno - białego filmu o historii tego wyjątkowego miejsca. Był rok 1865. Młody Carlo Gancia wrócił do miasteczka Canelli z Szampanii, gdzie poznawał tajniki produkcji win musujących. Gancia stworzył miejscowy odpowiednik szampana. Takie wina wytwarza się tutaj do dziś. Odbiorcami win musujących w XIX wieku byli możni tego świata. Również koronowane głowy. Na ścianie piwnicy wisi dyplom podpisany przez Wiktora Emanuela II, który zaświadcza, że Carlo Gancia jest dostawcą szampana na królewski dwór. Wtedy jeszcze można było tak nazywać tego typu wina w różnych krajach. Dziś nazwa ta jest zastrzeżona wyłącznie dla Szampanii. W jednej z sal muzealnych winiarni odbywa się degustacja trzech gatunków wina ze szczepu: Moscato d’Asti Kilka kilometrów na północ od Asti leży wioska Castell’Alfero. Widać stąd doskonale położenie Piemontu, zamkniętego od północy łańcuchem Alp. Ale nie tylko krajobraz przywiódł tu polskiego podróżnika. Miejscowość Castell’Alfero wzięła swą nazwę od pałacu, który był siedzibą hrabiowskiego rodu o nazwisku Amico. Urodzony tutaj Giovanni Battista de Rolandis wyjechał na studia do Bolonii, gdzie przystąpił do organizacji niepodległościowej,
Czas trwania: 24min. / 2011 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Minho, północna prowincja Portugalii, położona przy granicy z hiszpańską Galicją, znana jest miłośnikom wina jako kraina vinho verde. To młode, lekko szczypiące w język wino wbrew swojej nazwie wcale nie musi być zielone. Robert Makłowicz odwiedza winnicę, w której metodami ekologicznymi uprawia się najszlachetniejszy miejscowy biały szczep alvarinho. Jest tam również ogródek warzywny z kapustą couve galega, z której gotuje się znaną w całej Portugalii zupę caldo verde. Minho to również kolebka portugalskiej państwowości, zamki, kościoły i miasta pierwszych królów Portucale: Guimares, Braga, Barcelos czy pamiętająca jeszcze czasy rzymskie Ponte de Lima, gdzie podróżnik z Polski ocenia smak miejscowych przysmaków z wieprzowiny.
Czas trwania: 24min. / 2009 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Miasto Braszow leży w rumuńskich Karpatach. Góruje nad nim narciarski kurort Poiana Brasov. Tam właśnie rozpoczyna swą podróż Robert Makłowicz, zjeżdżając na nartach w dół do miasta i delektując się panoramą jego średniowiecznej starówki. "Miasto na wschodzie" tak mówili o Braszowie Niemcy, którzy widzieli w nim graniczną stanicę zachodniej cywilizacji w tej części świata. Obok Niemców mieszkali tu Rumuni, Węgrzy, Żydzi, Ormianie i Turcy. Na starym saskim rynku Braszowa zwraca uwagę zabytkowy gmach dawnego ratusza. Na ścianie frontowej budynku widnieje herb miasta, z koroną na drzewie, bo Braszów to miasto koronne, po niemiecku Kronstadt. Ratusz nie pełni już od dawna swojej funkcji, dziś jest tu muzeum. Nieopodal ratusza w restauracji Gustari Robert kosztuje rumuńskiej specjalności gołąbków w liściach kiszonej kapusty z mamałygą. Po czym udaje się do delikatesów, gdzie prezentuje miejscowe wędliny (salceson we flaku, słoninę w dwóch rodzajach i wędzoną golonkę) oraz sery (telemeę, bryndzę i fetę). Średniowieczna starówka Braszowa zachwyca architektonicznym kunsztem, zwłaszcza w zestawieniu z bezładem, jaki cechuje dzisiejszą zabudowę miast. Jedna z uliczek przypomina kształtem powróz czy linę; kiedyś była to droga ewakuacji; w razie pożaru mieszkańcy mogli tędy bezpiecznie opuścić miasto. Atrakcją turystyczną Braszowa jest największa w Rumunii gotycka katedra, zwana Czarnym Kościołem. Wokół gmachu kościoła trwa remont zabytkowej nawierzchni placu. Dwa były momenty w dziejach, kiedy miasto wymagało gruntownej renowacji: koniec XVII wieku i upadek komunizmu. Kres starego miasta wyznacza zabytkowa Brama Schei wbudowana w ciąg dawnych średniowiecznych umocnień. Początkowo w obrębie starego miasta mieszkali tylko Sasi, stąd nazwa Saska Starówka. Innym nacjom nie wolno było się tutaj osiedlać. Z czasem zamieszkali tam również Węgrzy, Rumuni zaś dopiero po roku 1848, po upadku rewolucji węgierskiej. Tamte podziały są już bez znaczenia. Dziś Braszów to miasto rumuńskie, w którym żyją potomkowie wielu nacji. Na starym mieście Robert odwiedza tradycyjną rumuńską karczmę o nazwie Sergiana, gdzie degustuje tocanitę i ciorbę, czyli gęste zupy gulaszowe. Kuszące są także skwarki wieprzowe i czerwona cebula. Na wzgórzu nad miastem, skąd rozlega się malowniczy widok na miasto, Robert gotuje danie odcinka. Jest to clatite brasovene cu carne, czyli braszowskie naleśniki z nadzieniem mięsnym. Wyjątkowo smakowite!
Czas trwania: 25min. / 2012 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Bośnia i Hercegowina, jak sama nazwa wskazuje, składa się z dwóch części. Od 1992 r. - w wyniku rozpadu Jugosławii - jest suwerennym państwem. Droga z Sarajewa do Mostaru, biegnąca wzdłuż Neretwy, to jedna z piękniejszych tras w tej części Europy. Jest atrakcyjna także pod względem kulinarnym, bo ulokowały się przy niej restauracje serwujące pieczoną na rożnie jagnięcinę. Cel podróży, miasto Mostar, leży również nad Neretwą, której brzegi spina słynny XVI - wieczny Stary Most, starannie odbudowany po niedawnej wojnie domowej. Robert wspina się na szczyt mostu po stromej, schodkowej ulicy. Pierwszą przeprawą w tym miejscu był drewniany most łańcuchowy. Na obu brzegach stały baszty, w których siedzieli strażnicy zwani mostari. To przypuszczalnie od nich Mostar wziął swoją nazwę. Tę wspaniałą konstrukcję kazał wznieść sułtan Sulejman Wspaniały. Najwyższy fragment mostu dzieli od wody 21 m. Głębokość Neretwy pod nim to 6 metrów. Od najdawniejszych czasów ludzie skaczą z mostu do wody. Klub skoczków mostarskich ma siedzibę w baszcie przy wejściu do mostu. Latem za skok trzeba zapłacić 25 euro, w sezonie zimowym 50. Obok tarasu widokowego stoi piękna budowla. To meczet Koski, który ufundował Mehmet Pasza w 1618 r. Przed meczetem znajduje się szadrwan, czyli studnia fontanna, która służyła do rytualnego obmywania się przed modlitwą. Dziś meczet to nie tylko świątynia, ale też otwarte dla wszystkich muzeum. Wewnątrz znajduje się pamiątka związana z losami miasta pod panowaniem habsburskim. W 1910 r. podczas swojej wizyty w Mostarze cesarz Franciszek Józef podarował mieszkańcom wspaniały perski dywan, co poświadcza stosowna inskrypcja. Do 1992 r. w mieście stało 36 meczetów. Wszystkie zostały zniszczone w czasie wojny domowej. Dziś są odbudowywane. Na tarasie restauracji Kulluk z widokiem na minarety Robert zasiada do degustacji miejscowych dań. Na stole pojawia się nadziewana pleskawica i pita ziemniaczana, zwana krompiruszą - prosto z pieca. Jest to ciasto strudlowe, przekładane duszonymi w oleju ziemniakami z cebulą, doprawione tylko solą i pieprzem. W czarsziji - tak nazywa się stare tureckie miasto - Robert odwiedza dawny zamożny turecki dom z XVII wieku, z osobnymi pokojami dla pań i panów. Dziedziniec brukowany kamieniami ustawionymi na sztorc, bez zaprawy cementowej, więc woda wsiąka w ziemię. Fontanna symboliczna: 12 otworów, jak 12 miesięcy w roku, 4 ibryki, jak 4 strony świata i 3 kamienne kule, jak 3 fazy życia ludzkiego: narodziny, żywot i śmierć. Zachowała się też tradycyjna letnia kuchnia z paleniskiem i garnkami zawieszonymi na belce nad ogniem. Letnia kuchnia to osobny budynek. Z tarasu na piętrze widać typowe dla tych stron pokrycie dachu: nie dachówki z gliny, ale kamienne płytki. Zimą grzeją, latem chłodzą i są wodoodporne. W okolicy Mostaru leży wiele niedużych i bardzo ciekawych miejscowości. W jednej z nich o nazwie Blagaj - znajduje się klasztor medytacyjny islamskiego zakonu derwiszów. Derwisze, tańcząc wprowadzali się w trans. Kilka kilometrów dalej, w miejscowości Žitomislići jest inny klasztor - nieduży prawosławny monaster z małą cerkwią pod wezwaniem Zwiastowania NMP. Budowle pochodzą z XVI wieku. W czasie ostatniej wojny w Jugosławii to wszystko było zniszczone, ale zostało odbudowane i wygląda jak przed wiekami. Hercegowina jest winiarskim zagłębiem kraju, a winną stolicą regionu jest miasto Čitluk. Wina z Hercegowiny bardzo rzadko trafiają na nasze stoły. Robert omawia dwa główne miejscowe szczepy autochtoniczne: biały (żilavka) i czerwony (blattina). Bez wątpienia najbardziej znanym Polakom, choćby tylko ze słyszenia, miejscem w Bośni i Hercegowinie jest Medjugorje. Choć Watykan oficjalnie nie uznał tutejszych objawień maryjnych, co roku zjeżdżają tu miliony pielgrzymów z całego świata.
Czas trwania: 25min. / 2016 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Robert Makłowicz podróżuje po Transylwanii - baśniowej krainie w rumuńskich Karpatach. Pierwszym punktem na trasie jest miasto Sinaia i pałac Peles, nierozerwalnie związany z historią niepodległej Rumunii. Pałac ten zbudował król Karol, pierwszy z dynastii Hohenzollern - Sigmaringen. Za komuny rezydowali tu sekretarze, a Ceausescu zrobił sobie z niego prywatne lokum. Po jego śmierci pałac wrócił do rodziny królewskiej. Dziś jego właścicielem jest ostatni król Rumunii, Michał. Jest to też jedno z najchętniej odwiedzanych w tym kraju muzeów. Nieopodal jest jeszcze jeden pałac Pelior, nieco mniejszy. Wybudował go król Ferdynand dla swojej żony, królowej Marii. W górskiej części miasta znajduje się gospoda dla narciarzy, po rumuńsku Cabana Schiori. Robert degustuje tu golonkę wędzoną z fasolą i pstrąga smażonego. Blisko stacji narciarskich jest też serbska tawerna. Tu nasz podróżnik raczy się przystawkami: wędlinami i pastami serowymi. Dania główne zaś to pleskavica i karadżordżeva sznicla - kotlety mięsne, doprawione czosnkiem, cebulą i papryką. Sinaia to po rumuńsku Synaj. Historia miasta zaczęła się od klasztoru, ufundowanego przez miejscowego magnata, po jego powrocie z pielgrzymki do Ziemi Świętej, gdzie spłynęło na niego niezwykłe wzniosłe uduchowienie. Dopiero potem zbudowano tu siedzibę króla i powstał kurort. Górskie pałace pierwszych królów Rumunii są nieodzownym elementem baśniowej scenerii Transylwanii. Wzbudzają zachwyt nie tylko u turystów, doceniają je także filmowcy. Na przełomie XIX i XX wieku ludzie możni i arystokraci budowali dla siebie w tej okolicy wille w alpejskim stylu. Tak powstało wiele kurortów, jeden z nich zwany Perłą Karpat przypomina naszą Krynicę. Zamek Bran to największa atrakcja turystyczna Rumunii, jeśli brać pod uwagę liczbę odwiedzających. Turystów przyciąga do Branu legenda o Draculi, którego powołał do życia dla współczesnej masowej wyobraźni irlandzki pisarz Abraham Stoker w swojej książce pod tytułem "Dracula". Stoker zwiedzał Transylwanię i zamek Bran, mógł więc umieścić w książce wiele szczegółów z topografii zamku. Wyobraźnię zwiedzających najbardziej pobudzają sekretne schody; w powieści wampir Dracula schodził nimi do komnat gości zamku, żeby wysysać ich krew. Jedyne autentyczne miejsce związane z Draculą to cela Vlada Palownika. Jest to małe pomieszczenie z oknem. W celi tej więził Draculę przez trzy dni król węgierski. Na wewnętrznym dziedzińcu zamkowym, w otoczeniu turystów, Robert przyrządza danie główne odcinka: tocanitę z wieprzowiny, jest to gulasz w sosie octowo - estragonowym z dodatkiem czerwonego wina, podawany z mamałygą Podgrodzie u stóp zamku to wielki plac targowy. Robert zatrzymuje się przy stoisku z winami i palinkami, interesujące są zwłaszcza te z podobizną Draculi na etykietach. Z podgrodzia Robert maszeruje do górskiej bacówki. Wewnątrz w ciemnej izbie góral wyrabia bryndzę. Taki świeży ser to doskonały farsz do dania o nazwie bulz. Są to kule z mamałygi nadziewane właśnie bryndzą. Miejscowe specjały Robert degustuje na tarasie regionalnej restauracji z widokiem na dolinę. Na desce podano bryndzę z warzywami, a do popicia jest kwaśne mleko. Poniżej restauracji stoją ustawione na postumentach popiersia wybitnych postaci z dziejów Rumunii. W środku konny pomnik Vlada Palownika, obok popiersie Decebala, wodza Daków, który stawił opór rzymskim legionom cesarza Trajana. Jest też pomnik Michała Walecznego, pierwszego władcy, który zjednoczył pod swoim berłem Wołoszę, Mołdawię i Transylwanię. Wieczorem w miejscowości Predeal Robert spotyka znanego rumuńskiego szefa kuchni Stefana Berceę, który przygotowuje danie z sarniny, zapiekane w glinianych naczyniach pod przykrywką z ciasta.
Czas trwania: 25min. / 2012 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Podróż po Bawarii rozpoczyna się w Monachium - stolicy landu, gdzie na dzień dobry Robert zamawia Weisswurst, słynną białą kiełbasę, kulinarny symbol Bawarii. Podana ze słodką bawarską musztardą smakuje wyśmienicie. Białej kiełbasy nie należy gotować, a tylko zalać wrzątkiem i trzymać tak kilkanaście minut. Dalej szlak wiedzie przez naddunajskie miasto Straubing ze wspaniałym zamkiem książęcym. W XV osądzono w nim niejaką Agnes Bernauer i jako czarownicę utopiono w rzece. A było to tak: młody miejscowy książę Albrecht pokochał i potajemnie poślubił dziewczynę z ludu. Jego ojciec książę Ernest Bawarski wykorzystał wyjazd syna na łowy, pojmał niechcianą synową, oskarżył ją o czary, zarządził szybki proces i kazał nieszczęsną stracić. Miasto nie zapomniało o swojej nieszczęsnej córce, także w aspekcie kulinarnym. To jej dedykowana jest najsłynniejsza tutejsza słodycz: Agnes Bernauer Torte, czyli tort bezowy z masą orzechowo migdałową, nasączoną mokką. Miejscem degustacji tortu jest stylowa Cafe Krönner. Kolejny przystanek na bawarskim szlaku to Weltenburg, gdzie znajduje się najstarszy - założony w VII wieku - klasztor w Bawarii. Każdego roku przybywają tu tłumy, a przyświeca im nie tylko pobożność. Od 1050 roku przy klasztorze działa browar. Najstarszy taki na świecie. Na dziedzińcu klasztoru, w jego centralnym miejscu, obok browaru, stoi barokowy kościół, którego wystrój jest dziełem braci Asamów, słynnych bawarskich artystów tamtej epoki. Oddawszy co boskie Bogu, Robert udaje się do browaru, gdzie od 1000 lat warzy się ciemne piwo. Smakuje podobno tak samo jak przed wiekami. Identyczny jak przed wiekami jest też napis na beczkach: "Przez Marię do Jezusa". Przy browarze działa restauracja, w której wszystkie dania przygotowuje się z miejscowych produktów i są to produkty BIO! W sali restauracyjnej panuje ścisk. Robert zamówił golonkę peklowaną, w czasie pieczenia polewaną piwem. Do tego oczywiście kufel ciemnego piwa. Z Weltenburga jedziemy do Regensburga, czyli starożytnej Ratyzbony. Wielu turystów przyjeżdża tu tylko po to, żeby zobaczyć historyczną bramę Porta Pretoria, pozostałość dawnej rzymskiej warowni, wzniesionej przez samego Marka Aureliusza. Z górnej części bramy wychodzi się na dziedziniec dawnego Pałacu Biskupów, skąd rozciąga widok na strzeliste wieże gotyckiej katedry. W Regensburgu Robert odsłania dwie kulinarne tajemnice. W pałacu biskupim działa tradycyjna restauracja. Robert zamawia tu specjalne danie: płucka na kwaśno z bułczanym knedlem. Są doskonałe. I to jest pierwsza tajemnica kulinarna. Druga zaś to przepyszne Dampfnudel Bäckerei - pieczone na parze duże buchty z ciasta drożdżowego polane sosem waniliowym. Bawarska podróż kończy się we frankońskim Würzburgu nad Menem. Przez 500 lat było księstwem kościelnym. W 1945 roku prawie całkowicie zburzone przez alianckie bombowce, zostało starannie odbudowane. W Würzburgu na zamkniętym dla ruchu kołowego zabytkowym moście na Menie Robert gotuje kluseczki ziemniaczane Ritterzipfel. W oddali na wzgórzach widać winnice. Ale na wino trzeba udać się do szpitala. Fundacja założona w XVI wieku przez księcia biskupa Juliusa Echtera, prowadziła tutaj szpital i dom opieki, a pacjenci i pensjonariusze zapisywali jej swoje dobra, w tym wiele okolicznych winnic. Dzisiaj w tych budynkach nadal działa szpital. Ale jest też winiarnia, druga co do wielkości w Niemczech. Robert zwiedza jej podziemne kondygnacje i degustuje miejscowe białe wino ze szczepu silvaner. Na koniec największa perła Würzburga - pałac biskupi Residenz, największy barokowy pałac świata, wspanialszy nawet niż Wersal.
Czas trwania: 25min. / 2013 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Robert Makłowicz wyrusza do Tyrolu Południowego, autonomicznej niemieckojęzycznej prowincji włoskiej na pograniczu austriacko - włoskim. Kraina ta słynie z pięknych i licznych zamków znajduje się ich tam ponad 400. Robert Makłowicz odwiedza jeden z nich zamek Tirol, rodową siedzibę samodzielnych hrabiów Tyrolu, od których wziął nazwę cały region. W tym malowniczym miejscu przyrządzi knedle serowe na posłaniu z buraków. Następny etap podróży to miasto Bolzano/Bozen stolica Tyrolu Południowego. Przy okazji zakupów w delikatesach i na targu warzywnym Robert Makłowicz opowiada o regionalnej kuchni, która łączy elementy włoskie i tyrolskie. Na Piazza Walther pokaże, jak wygląda to w praktyce, przyrządzając buraczane kluski z kapustą i szpekiem. Jedną z atrakcji regionu jest miejscowe Muzeum Archeologiczne, a w nim Otzi, czyli "człowiek z lodu". Być może za życia jadał papardelle z ragout z jelenia, które Robert Makłowicz przygotuje w Val di Senales. Właśnie w tamtych okolicach, w lodowcu Senales, znaleziono w 1991 r. szczątki Otziego. Po wybornej uczcie na koniec wizyta w słynnym uzdrowisku Meran/Merano, gdzie można skorzystać m.in. z kąpieli winnych.
Czas trwania: 25min. / 2008 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Cykl Roberta Makłowicza to program kulinarno - podróżniczy, którego celem jest przekazanie praktycznej wiedzy, związanej z podróżami i odwiedzanymi miejscami. Część programu poświęcona będzie przygotowaniu regionalnych potraw, resztę odcinka wypełnią istotne z turystycznego i kulturalnego punktu widzenia informacje, szczególnie te, które są pomijane w przewodnikach. W 2 odcinku podróż Roberta Makłowicza prowadzi przez największe w Europie górskie pastwisko Alpe di Siusi. Na płaskowyżu wśród ośnieżonych gór poznajemy specjalności miejscowej kuchni polecane przez szefów okolicznych schronisk, karmiących na co dzień turystów i narciarzy. Są wśród nich dania autorskie, unikatowe jak np. zupa z sarny na ziołach i szyszkach jodłowych. Pozostałe propozycje obiadowe to risotto z dynią oraz knedle ze szpinakiem, serem i orzechami.
Czas trwania: 25min. / 2008 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Robert Makłowicz kontynuuje podróż po Piemoncie w północnych Włoszech. Tym razem odwiedza miasto Alba i region Langhe. Alba słynie z biały trufli, a cały region z czerwonego wina barolo. Oficjalne otwarcie sezonu na trufle odbywa się w pierwszą niedzielę października. Tego wydarzenia smakosz z Krakowa nie mógł przegapić. Całe miasto zamienia się wtedy w wielki targ spożywczy. W ogromnym namiocie ustawionym w centrum Alby spotykają się trifulau, czyli poszukiwacze trufli i ich amatorzy, aby pod okiem sędziów i ekspertów zawierać truflowe transakcje, często bardzo kosztowne, zawsze bardzo aromatyczne. Przy jednym ze stoisk Robert objaśnia fenomen białych trufli. Wiele jest odmian tych niezwykłych grzybów rosnących pod ziemią, ale tylko dwie są jadalne: czarna i biała. Ta druga, tuber magnatum pico, jest cenniejsza. Najmniejsze okazy trufli kosztują 2 euro za gram. Ponadkilogramowe giganty sprzedawane są za sumy grubo przekraczające 100 tys. euro. Na stanowisku sędziów okazy o wadze powyżej 10 gramów można zapakować w woreczek i otrzymać certyfikat jakości i autentyczności trufli. Laikom trufle kojarzą się ze świniami. Rzeczywiście świnia szuka trufli i sama je zjada. Ludziom zaś w poszukiwaniu tych grzybów pomagają specjalnie szkolone psy. Sutki szczennej suki smaruje się truflami, żeby małe pieski wyssały zamiłowanie do trufli dosłownie z mlekiem matki. Trufle zbierano w Albie od dawna, ale dopiero w latach 30. XX wieku miejscowy trifulau i właściciel sklepu wpadł na pomysł zorganizowania targów truflowych i rozpropagował tę ideę. Był nim Giacomo Morra; jego sklep działa do dziś przy Piazza Pertinace. Nieopodal w niezwykłej scenerii restauracyjnego ogrodu z widokiem na okolice Robert gotuje risotto z winem barolo i oczywiście z truflami. Wino barolo wzięło swoją nazwę od niewielkiego miasteczka. Miejscowość ta nie zaistniałaby pewnie jako atrakcja turystyczna, gdyby nie tutejsze warunki do uprawy winorośli. Barolo to dziś jeden z najsłynniejszych adresów winiarskiego świata. Turyści przyjeżdżają tu skosztować jedynego w swoim rodzaju wina. W miejscowym zamku urządzono nawet Muzeum Wina, do którego wchodzi się przez bar z figurami bóstw i kieliszkami. Łączy je to, że wszystkie są związane z winem. W tej części Włoch istnieje tylko jedna obowiązkowa przekąska do wina: piemockie paluszki grissini. W grissinificio można zobaczyć, jak się je wytwarza. Produkcja jest w zasadzie ręczna. Maszyna kroi tylko wyrobione ciasto na wałki, które są rozciągane ręcznie i formowane. Słynne grissini powstają nie tylko w wielkich piekarniach, ale i małych domowych zakładach. Jako że nie samym chlebem człowiek żyje, Robert odwiedza wiejską masarnię w okolicy Alby. Przy zakładzie sklepik firmowy, w którym można dostać wyrabianą tu wędlinę o nazwie salsiccia di verduno. Składa się ona w 80% z cielęciny, w 20% ze słoniny. Można ją jeść na surowo albo z makaronem w postaci ragu. Maleńka miejscowość Grinzane Cavour szczyci się zamkiem, w którym w XIX wieku mieszkał hrabia Cavour, jeden z ojców zjednoczenia Włoch; był on również burmistrzem Grinzane. Dziś na zamku obraduje kapituła najważniejszej włoskiej nagrody literackiej. Obrady przebiegają chyba w miłej atmosferze, bo na zamku mieści się również sklep z winem i regionalnymi produktami. Jest tu makaron, grzyby (funghi), orzechy laskowe, octy winne. Żeby ogarnąć taką mnogość jedzenia i picia, trzeba podejść do sprawy naukowo. Pewnie dlatego w pobliskim Pollenzo, w dawnej rezydencji królów sabaudzkich, otworzono w 2004 roku Uniwersytet Nauk Gastronomicznych. Badania naukowe dotyczące upraw i produkcji wina zapoczątkował już w pocz. XIX wieku Karol Albert Sabaudzki, król Sardynii. Uniwersytet w Pollenzo kontynuuje te tradycje. Odwiedził go niedawno brytyjski książęKarol, który żywo interesuje się rolnictwem. W okolicac
Czas trwania: 25min. / 2011 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Celem kulinarno - podróżniczego programu Roberta Makłowicza, jest przekazanie praktycznej wiedzy, związanej z podróżami i odwiedzanymi miejscami. Wonne przyprawy to niekwestionowana specjalność Zanzibaru. Krakowski smakosz korzysta więc z okazji, żeby na żywo, w ich naturalnym środowisku obejrzeć tak egzotyczne rośliny jak goździkowiec, drzewo muszkatołowe, wanilia, cynamonowiec, kurkuma oraz kawa i maniok. Zastosowanie kulinarne tych wonności można sprawdzić na miejscu; Robert zjada na lunch ryżowy pilau z rybą w sosie kokosowo - pomidorowym, wszystko odpowiednio przyprawione. Aby pogłębić swoją wiedzę na temat korzennych smaków, asystuje dwóm zanzibarskim szefom kuchni, którzy gotują rybę w kokosowym sosie curry. Na deser przegląd egzotycznych owoców z wyspy, a o zachodzie słońca ceviche z surowej ryby przyrządzane na tradycyjnej łodzi typu dhow.
Czas trwania: 25min. / 2013 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Ratyzbona nad Dunajem, zwana też Regensburgiem, to jedno z najpiękniejszych miast Bawarii. Ikoną miasta jest kamienny most z XII wieku. Przez wieki był to jedyny most w okolicy. To dzięki niemu miasto rozkwitło w średniowieczu. Najbliższe mosty na Dunaju znajdowały się 300 km na zachód w Ulm i 400 km na wschód w Wiedniu. Pod mostem znajduje się historyczna garkuchnia. 900 lat temu spożywali w niej posiłki budowniczowie mostu. W dialekcie bawarskim nazwa garkuchni brzmi Wurstkuchl, czyli kuchnia kiełbasiana. Wewnątrz, jak przed wiekami, uwijają się panie kucharki. Na ruszcie pieką się kiełbaski, w garnkach dusi się kiszona kapusta. Każde większe miasto w Niemczech posiada swój gatunek Bratwursta. Pieczone kiełbaski regensburskie są krótkie, kruche i soczyste. W Ratyzbonie liczba kiełbasek na talerzu jest zawsze parzysta, w przeciwieństwie do Norymbergii. Tam porcja jest zawsze "nieparzysta". Degustacja odbywa się na zewnątrz. Pod płóciennym daszkiem stoją stoły. Na talerzach Wurst z zasmażaną kiszoną kapustą, a do tego bułka. Z historycznej garkuchni Robert udaje się do piekarni strudli. Zanim spróbuje strudli, przygląda się ich wypiekowi. Górująca nad miastem gotycka katedra św. Piotra to obok kamiennego mostu najznamienitszy zabytek ratyzbońskiej starówki. Kapelanem katedry przez 30 lat był Georg Ratzinger, brat papieża Benedykta XVI. Trzy minuty drogi od katedry znajduje się Alte Rathaus, stary ratyzboński ratusz. Najważniejszym pomieszczeniem w tym budynku jest Sala Cesarska. Od połowy XVII wieku obradował w niej parlament Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Z obawy, żeby cesarz nie zaprzestał zwoływania jego sesji, Reichstag przyjął formułę obrad ciągłych i formalnie swoich posiedzeń w ogóle nie zamykał. Tak to trwało i Ratyzbona dzięki temu kwitła, aż do 1806 roku, kiedy zjawił się Napoleon. To on położył kres Cesarstwu Rzymskiemu Narodu Niemieckiego. W roku 1683 król Jan Sobieski pobił Turków pod Wiedniem. Trzy lata później otwarto w Regensburgu kawiarnię. Na zachodzie Europy lokale z kawą działały już wiele lat przed wiktorią wiedeńską, ale Cafe Prinzess jest pierwszą kawiarnią na ziemiach niemieckich. W kawiarni można nie tylko wypić kawę, ale też zrobić zakupy. Jest tu bowiem sklepik z lokalnymi delikatesami. Robert bacznie ogląda destylaty, praliny i torty. Na koniec prosi o czekoladki marcepanowe. Zajazd Pod Złotą Gwiazdą już w średniowieczu pełnił funkcje hotelowo - restauracyjne. W XVI wieku przybył tu na obrady Karol V cesarz niemiecki, król Hiszpanii, a także arcyksiążę Austrii. Arcyksiążę mieszkał w tym zajeździe i tu poznał piękną mieszczkę, śpiewaczkę, Barbarę Blomberg. Dziewięć miesięcy później urodziła ona syna, słynnego Don Juana de Austria, który w 1571 roku pobił turecką flotę pod Lepanto. Jego pomnik stoi na małym placu obok ratusza. Danie programu - bawarską zupę ziemniaczaną - Robert gotuje na moście kamiennym. Posilony gorącą kartoflanką udaje się do tradycyjnej bawarskiej piwiarni. Piwo w Bawarii to imperatyw kulturowy, ale też szczytny cel. Małe, lokalne browary przeznaczają część swojego dochodu na kształcenie dzieci i domy seniora. Ale nie tylko piwem stoi Bawaria. W okolicy Regensburga wytwarza się również wino. Baier Wein to najmniejszy region winiarski w całych Niemczech. Robert odwiedza starą drewnianą winiarnię. Ściany tego pomieszczenia liczą sobie 500 lat. O sto lat jest młodsza drewniana tłocznia do winogron. Budynek ten miał zburzony, ocalał dzięki pasji mieszkańców. Dziś oprócz winiarni jest tu wiejskie muzeum.
Czas trwania: 25min. / 2013 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): W kolejną kulinarną podróż Robert Makłowicz wybrał się na Islandię, zwaną też Wyspą Lodu. Wyprawa rozpoczyna się w stolicy kraju, Rejkiawiku. Miasto jest najstarszą osadą na wyspie - założoną przez wikingów już w IX wieku. Po islandzku Rejkiawik to dymiąca zatoka - od znajdujacych się na wyspie gejzerów i gorących źrodeł. Warunki życia na Islandii w tamtych czasach ilustruje ekspozycja w muzeum o kalendarzowej nazwie 871 +/ - 2. Jak niełatwe było tu życie niech świadczy to, że Rejkiawik jest najdalej na północ wysuniętą stolicą świata. W niezbyt rozległym centrum miasta na uwagę smakoszy z pewnością zasługuje niepozorna budka z hot - dogami, uważanymi przez wielu za najlepsze w tej części świata. Więcej atrakcji kulinarnych obiecuje rejkiawicki port. Są to przede wszystkim dania rybne: sushi, zupa z homara, szaszłyki z ryb i wieloryba. W porcie można też zwiedzić autentyczny okręt islandzkiej straży przybrzeżnej, który brał udział w tzw. wojnach dorszowych.
Czas trwania: 24min. / 2009 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Celem kulinarno - podróżniczego programu Roberta Makłowicza, jest przekazanie praktycznej wiedzy, związanej z podróżami i odwiedzanymi miejscami. Przewodnikiem Roberta po wodach oblewających Zanzibar jest jego znajomy z Krakowa, Irlandczyk mieszkający na wyspie od lat. Obaj wyruszają w rejs łodzią z trójkątnym żaglem, nurkują na rafie koralowej, łowią rozgwiazdy i posilają się w bufecie pod palmami, gdzie Robert próbuje cigala zwanego zanzibarskim homarem. Sam gotuje dla Conora wyspiarską specjalność zamówioną u miejscowego rybaka ośmiornicę w stylu swahili. Przyjaciel rewanżuje się posiłkiem w bajkowej restauracji zbudowanej na koralowej skale pośrodku morza, gdzie obaj panowie kosztują dań kuchni włoskiej z akcentami afrykańskimi. Wieczorne barbecue na plaży nie może się obyć bez czynnego udziału Roberta, który przyrządza tam homary z rusztu.
Czas trwania: 25min. / 2013 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Tym razem kucharz z Krakowa wyrusza w kulinarną podróż po Andaluzji. Wraz z nim będziemy podążać szlakiem atlantyckim przez prowincję Kadyks. Pierwszym przystankiem na trasie jest miasto Barbate w okolicy przylądka Trafalgar, niedaleko którego w słynnej bitwie zginął admirał Horatio Nelson. Miasto jest tuńczykowym symbolem całej Hiszpanii, dlatego w planie zwiedzania nie może zabraknąć przetwórni rybnej Hermac. Następnie Robert Makłowicz uda się do Kadyksu, stolicy prowincji i jednego z najstarszych, istniejących do dziś miast Europy. Założyli go Fenicjanie w XI wieku. Perłą Kadyksu jest katedra pod wezwaniem Świętego Krzyża, jedna z największych świątyń w całej Hiszpanii. Na tarasie hotelu Senator przybysz z Polski przyrządza danie odcinka: zupę rybną z kwaśnymi pomarańczami.
Czas trwania: 32min. / Polska / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Kucharz z Polski nadal podróżuje po Hiszpanii, tym razem celem jest Sewilla. Pod miastem dominują uprawy zbóż, pola słoneczników oraz gaje oliwne. W gospodarstwie Basilippo Robert degustuje trzy rodzaje oliwy: z oliwek czarnych, z niedojrzałych i całkowicie zielonych. Następnie kieruje się do miasteczka Carmona, 30 km od Sewilli i zatrzymuje się w gospodarstwie La Calera, którego właściciele zajmują się hodowlą byków przeznaczonych na corridę. Danie odcinka - wieprzową polędwiczkę po sewilsku - Robert przyrządza już w samej Sewilli, w dzielnicy Triana. Następnie zwiedza atrakcje turystyczne miasta - gotycką katedrę pod wezwaniem Matki Boskiej, zbudowaną w miejscu dawnego meczetu. podziwia też La Giraldę, ponad 100 metrową wieżę, symbol miasta.
Czas trwania: 32min. / Polska / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Tym razem bawimy w Islandii. Skąd wzięła się nazwa gejzer? Podróżnik z Krakowa wyjaśnia to już na wstępie programu, w dodatku na żywym przykładzie. Zaraz potem gotuje w gejzerze jaja na twardo, które zjada z chlebem pieczonym w gorącej ziemi. Niezwykła przyroda Islandii ma również w ofercie olśniewające pejzaże, wulkany i wodospady. W takich okolicznościach rodzi się na polowej kuchence jagnięcina curry, danie tylko z pozoru niezbyt skandynawskie. Inną propozycją kulinarną w tym odcinku jest ryba łupacz, wielki przysmak północnego Atlantyku, w Polsce nadal mało znany. Czego jeszcze nie może zabraknąć na wyspie gejzerów? Oczywiście geotermalnych źródeł i gorącej kąpieli na koszt matki natury.
Czas trwania: 25min. / 2009 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Zanzibar był przez wieki miejscem, w którym mieszały się rozmaite wpływy kulturowe i tradycje kulinarne. Jako pierwsi dotarli tu Persowie. Nazwa Zanzibar pochodzi z języka perskiego i oznacza "wybrzeże czarnych ludzi". Kolejne fale przybyszów i najeźdźców zmieniały losy rdzennej ludności wyspy. Robert Makłowicz śledzi bieg historii Zanzibaru, podążając szlakiem Portugalczyków, Arabów, Brytyjczyków, a nawet Niemców. Nie mniej ciekawe jest życie codzienne, mimo że przez wieki nie zmieniło się prawie wcale. Wieś Jambiani. Na macie rozłożonej na ziemi siedzi kobieta z małym dzieckiem. Obok mąż obłupuje ze skóry orzech kokosowy ze skóry. Potem żona wydrapuje z niego biały miąższ. Woda z kokosa idealnie nadaje się do picia. Włókno kokosowe zaś to surowiec do wyrobu sznurów i lin. Skręcaniem włókien zajmują się kobiety, robią to ręcznie. Technika nie zmieniła się od wieków. Choć do wsi dotarła już elektryczność, większość domów to wciąż jeszcze chaty budowane archaicznymi metodami. Szkielet z drewnianych kołków wypełniany jest gliną, która wysycha w słońcu. Strzechy robi się liści palmowych. W Afryce woda jest problemem, ale nie w Zanzibarze. Tu w każdej wiosce jest murowana studnia. Aby lepiej poznać historię wyspy, Robert przenosi się do stolicy kraju, Stone Town. Najstarsze zabytki miasta pochodzą z przełomu XV i XV wieku, kiedy na wyspę przybyli Portugalczycy (Vasco da Gama płynął tędy w drodze do Indii). Ich dziełem jest oryginalny mur fortyfikacyjny. 200 lat później na Zanzibar przypłynęli Arabowie z Omanu, którzy wyrzucili stąd Portugalczyków. Arabowie pozostawili po sobie piękny pałac sułtański. Zbudowany pod koniec XIX wieku został nazwany "domem cudów". W pałacowym saloniku Robert raczy się kawą, którą parzy się tutaj jak za czasów sułtana. Praży się ziarna, miele, a potem zaparza w specjalnych dzbanach zwanych dżezwami. Do kawy podaje się galaretkę, która smakuje jak rachatłukum. W Stone Town znajduje się Muzeum Niewolnictwa. Pomnik na dziedzińcu przedstawia niewolników wyłaniających się spod ziemi. Arabowie kurczowo trzymali się Zanzibaru ze względu na dwa procedery, równie intratne, co haniebne - handel kością słoniową i handel ludźmi. Na wyspie działał ostatni targ niewolników w świecie. Rocznie sprzedawano tu nawet 50 tysięcy ludzi. Pod koniec XIX wieku na Zanzibar przybyli Anglicy i położyli kres niewolnictwu. Brytyjscy dżentelmeni chętnie odpoczywali w budynku, który dziś nazywa się Africa House. W czasach kolonialnych podbojów w tym gmachu mieścił się British Club. Salonik w stylu perskim wygląda niemal identycznie jak w czasach doktora Livingstone’a, szkockiego misjonarza, który przyczynił się do zniesienia niewolnictwa. Nadal można tu wypalić sziszę i wypić dżin z tonikiem. To najważniejszy koktajl w dawnych brytyjskich koloniach; chronił zdrowie, bo tonik zawiera chininę - środek przeciw malarii. Miejscowi do dziś produkują dżin na bazie alkoholu z trzciny cukrowej. Dżin z tonikiem jest serwowany w barach Zalu. Jest to kompleks basenów i knajpek. Szef jednej z nich pan Jussi Hussa, z pochodzenia Fin, częstuje Roberta wołowym carpaccio na podpiekanych laskach cynamonu. Robert rewanżuje się własnoręcznie smażoną rybą z frytkami.Kolejną nacją, która przybyła na Zanzibar z morza, byli Niemcy. Po zjednoczeniu w 1871 roku zaczęli się rozglądać za zamorskimi koloniami. Mieli chrapkę na Zanzibar, ale ostatecznie dogadali się z Anglikami i wzięli Tanganikę na kontynencie. W 1964 roku na Zanzibarze miała miejsce socjalistyczna rewolucja. Pozytywnym jej efektem jest powszechna edukacja, a negatywnym... koszmarne blokowiska. Po rewolucji na Zanzibar przybyli bowiem specjaliści z bratnich krajów, takich jak Korea Północna, Chiny i NRD. Tow. Erich Honecker osobiście podjął decyzję o wybudowaniu w Stone Town dzielnicy bloków mieszkalnyc
Czas trwania: 25min. / 2013 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Tym razem Robert odwiedza andaluzyjskie miasto Kordoba, które słynie ze wspaniałych zabytków i ogromnego upału. Uważny turysta i kucharz odnajdzie tutaj ślady kultury rzymskiej, arabskiej, wizygockiej i chrześcijańskiej. Na początek Robert wybiera się do arabskiej restauracji pod murami katedry. W menu znajdują się: zupa harira, na jagnięcinie, z ciecierzycą. W miasteczku Anora zaś zwiedza suszarnię szynek. Natomiast u stóp łańcucha górskiego Sierra Morena w niewielkiej domowej gospodzie skosztuje domowych produktów: marynowane oliwki, owczy ser, białe wino utoczone z kadzi i wędliny. Sam przyrządzi danie główne - królika w sosie z migdałami.
Czas trwania: 32min. / Polska / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Robert podróżuje po andaluzyjskiej prowincji Grenada. Na początku odwiedza miasteczko Pampaneira, a w nim m.in. winiarnię oraz sklepik z lokalnymi produktami. Degustuje tu szynki, pomidory, sery dojrzewające owcze i kozie, a także kiełbasę chorizo, oczywiście popijając winem. Później, w Lanjarón, Robert chłodzi się białym wariantem sangrii i próbuje dań z owoców morza i królika. Na deser otrzymuje kompot z kasztanów. Na koniec w Grenadzie kucharz udaje się do restauracji Chikito, gdzie zamawia starą andaluzyjską potrawę: rabo de toro, czyli duszone bycze ogony.
Czas trwania: 31min. / Polska / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): W kolejnym odcinku swojego programu kulinarno - podróżniczego Robert Makłowicz nadal gości na Islandii. Choć na Islandii często jest dość ciemno, naszych rodaków nie trzeba szukać tu ze świecą. Robert Makłowicz już przy śniadaniu w reykjawickim hotelu spotyka kelnerkę spod Krakowa. Silna grupa naszych rodaków, pracowników przetwórni rybnej, asystuje mu również podczas przyrządzania panierowanego dorsza na maśle. Kolejny polski trop prowadzi do słynnej restauracji, w której kulinarne doświadczenie zdobywa młody Polak, student miejscowej akademii szefów kuchni. Spod jego ręki wychodzą takie przysmaki, jak sashimi z maskonura i z wieloryba. Koniecznie należy również skosztować islandzkiej specjalności - surowego rekina dojrzewającego w ziemi. Łatwiej przełknąć go z kieliszkiem trunku o nazwie czarna śmierć.
Czas trwania: 25min. / 2009 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Robert Makłowicz odwiedza Chorwację. Płynąc promem pasażersko - samochodowym przez zatokę Kvarner, podziwia niezwykle urozmaiconą linię brzegową Adriatyku - zatoki i zatoczki, wyspy i wysepki. Tutaj prom to codzienna konieczność. Główne przedsiębiorstwo promowe nazywa się Jadrolinja, ma ponad 50 jednostek pływających i przewozi rocznie 10 milionów pasażerów. Zatoka Kvarner znajduje się między Istrią i Dalmacją. Robert odwiedza kilka wysp: Losinj, Cres i Krk. Na razie nie ma zbyt wielu turystów, bo jest jeszcze zima, a więc okazja, by przyjrzeć się, jak wygląda tu życie poza sezonem. Wyspa Losinj słynęła niegdyś w całym basenie Morza Śródziemnego ze swych szkutników, żeglarzy i nawigatorów. Spacer po nabrzeżu wyspy Robert rozpoczyna w portowej knajpie, a konkretnie w barze kawowym U Bena, gdzie podają kawę parzoną na styl włoski. Dwa główne miasta na wyspie to Veli Losinj i Mali Losinj. Paradoksalnie ten "wielki" jest dużo mniejszy. W Veli Losinj Robert zwiedza ogród dawnego pałacu, którego właścicielem był Karol Stefan Habsuburg z Żywca. Pałac pełni obecnie funkcję sanatorium. Drzewa posadzone na rozkaz arcyksięcia do dziś pieszczą płuca kuracjuszy. Miejscowi fetowali obecność arcyksięcia, bo takie nazwisko przyciągało do Veli Losinj innych możnych tego świata. Karol Stefan sfinansował odbudowę XV - wiecznej weneckiej wieży obronnej. Dziś jest tu miejskie muzeum. Z Veli Losinj Habsburg nadzorował budowę pałacu w Żywcu. Zwiedzanie miasta Mali Losinj Robert zaczyna od restauracji Diana. Wewnątrz na ścianie widoczny jest znak Kvarner Food. W tym regionie tak oznacza się lokale podające tradycyjne dania miejscowej kuchni. Robert degustuje carpaccio z okonia morskiego (po chorwacku brancin) i ravioli z krewetkami i dzikimi szparagami. Po posiłku wybiera się na spacer po nabrzeżu. Widoki są piękne. W porcie zacumowane łodzie i statki, a wzdłuż nabrzeża stylowe domy dawnego kurortu. Tu widać wyraźnie, dlaczego małe stało się wielkie. Zatoka Mali Losinj mogła przyjąć dużo więcej morskich jednostek niż jej odpowiedniczka w Veli Losinj. Goście przybywali tłumnie, zwłaszcza po 1887 roku, kiedy c.k. minister zdrowia nadał miastu status uzdrowiska. Przed I wojną światową ziemie te należały do Austro - Węgier. I jak to w porcie - można tu kupić świeże ryby. Jeden z rybaków sprzedaje prosto z kutra sardynki. Wystarczy trochę panierki i smażymy. Najświeższe z możliwych. W kawiarni Sveti Martin (U Świętego Marcina) Robert rozmawia o życiu na wyspie bez turystów, o chorwackiej kuchni oraz o tutejszym łagodnym klimacie, w którym rosną cytryny i pomarańcze. Przy okazji oddaje się degustacji miejscowego suchego placka. Wszystkie wyspy Chorwacji pięknie pachną. Można się o tym przekonać w sklepiku z wonnościami. Większość oferowanych tu ziół rośnie w przydomowym herbarium. Oprócz przypraw w sklepiku są także rozmaite trunki: likier z oliwek, likier cytrynowy, czyli limoncello, likier z mirtu, rakija z suszonymi figami. Losinj i Cres były kiedyś jedną wyspą, którą podzielili Rzymianie. Przekopali kanał, by skrócić sobie żeglugę. Oddzielne wyspy łączy obrotowy most zwodzony. Na wyspie Cres dominuje krajobraz górzysty. Na przydrożnym pastwisku - z widokiem na zatokę - pasą się owce. W takiej scenerii Robert gotuje kotleciki jagnięce w sosie szałwiowym. Do gotowania używa czerwonego wina z Istrii. Ostatnia odwiedzana wyspa to Krk, słynąca z łagodnych wzgórz, winnic i doskonałego białego wina. Tutejszy okręg winiarski rozciąga się wokół miasteczka Vrbnik. Rośnie tu tylko jeden biały szczep - zlahtina. Degustacja wina odbywa się na placyku przed gospodą Vrbnicka Žlahtina, w lokalu certyfikowanym znakiem Kvarner Food.
Czas trwania: 25min. / 2013 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Robert udaje się do Niemiec, gdzie zwiedza Meklemburgię, czyli Pomorze Przednie. Udaje się do kilku miast o hanzeatyckiej historii, m.in. Wismaru i Rostocka. W tym ostatnim kucharz przyrządza frykadelki w sosie kaparowym. Następnie w tawernie "Pod Kogą" zamawia smażone zielone śledzie i Bratkartoffeln. Na uzdrowiskowej wyspie Rugii krakowski smakosz degustuje dania rybne: Fischbrötchen z matjasem, talerz śledziowy oraz zupę soljankę.
Czas trwania: 32min. / Polska / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Dawny gród Edwina, czyli zamek na wysokiej skale w sercu szkockiej stolicy, to dobre miejsce na początek podróży po tym kraju. Edinburgh Castle otaczają pełne życia, również kulinarnego, ulice i place. Jeden z placów raz w tygodniu zamienia się w Farmers Market, targ produktów rolniczych i własnych wyrobów spożywczych. Na miejscu można skosztować takich specjałów jak owsianka z miodem i whisky czy mięso z bawołu. Od zamku biegnie przez Stare Miasto słynna Royal Mile, Królewska Mila. U jej początku warto zajrzeć do Scotch Whisky Experience, instytutu - muzeum, którego zwiedzanie wieńczy degustacja szkockiej. W nowomiejskim parku, wśród tłumów spacerowiczów, Robert Makłowicz przyrządza łupacza z szynką, a z wysokości swojego pomnika asystuje mu Sir Walter Scott.
Czas trwania: 25min. / 2009 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Chorwacka nazwa wyspy Rab pochodzi od łacińskiego słowa "arba", co znaczy "zadrzewiona, zalesiona". Pod tym względem Rab wyróżnia się wśród innych wysp w okolicy, które są w większości prawie całkowicie nagie. Rab to również miasto - stolica wyspy. Założył je 10 lat przed Chrystusem cesarz Oktawian August. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa miasto oddało się opiece czworgu świętych, o czym świadczą cztery romańskie dzwonnice, którym patronują święci Jan i Andrzej oraz Najświętsza Maria Panna i święta Justyna. W kościele św. Jana, wybudowanym w V wieku, w stylu protoromańskim, odprawiane są msze święte w różnym językach, latem zaś odbywają się koncerty muzyki klasycznej. Z miasta Rab Robert przenosi się do miejscowości Banjol, która przyciąga turystów piaszczystymi plażami. Jednak to nie plaża kusi krakowskiego smakosza. Miejscem, które odwiedza, jest znajdująca się na przedmieściu cukiernia Vilma, oferująca tradycyjne chorwackie wyroby: syrop pomarańczowy, smokovaę, czyli rakiję z figami i travaricę z miodem. Jednak najważniejsze są wypieki, a szczególnie jeden rapska torta którego receptura liczy sobie ponad 800 lat. Na zapleczu cukierni szefowa, pani Vilma Brna właśnie miesza nadzienie do ciasta. Rapska torta pierwszy raz została upieczona na Rabie w XII wieku - dla papieża Aleksandra III, który przybył tu poświęcić katedrę. Każdy, kto przyjedzie na wyspę Rab, powinien zakosztować spaceru po lesie Dundo. Jest to rezerwat czarnych dębów więzożołdów. Ten pierwotny las to jeden z ostatnich takich w świecie śródziemnomorskim. Rosną tu też dęby korkowe. A gdzie są dęby, są i świnki, które jedzą żołędzie, a gdzie są świnki, jest i prut - jak włoskie prosciutto, czyli szynka. By jej posmakować, Robert udaje się do konopy. Konoba to chorwacka gospoda. Gdy Robert raczy się plastrami szynki, barman podaje mu kieliszek czerwonego wina. Wspólna konsumpcja dojrzewającej szynki to jeden z fundamentów tutejszego życia. Wzmocniony szynką Robert udaje się nad zatokę, gdzie w malowniczej zatoce gotuje danie: fritaja od robotnice. Jest to fritata z suszoną ośmiornicą. W miejscowość Barbat Robert odwiedza pasiekę. Na górze z widokiem na zatokę i sąsiednie wyspy, wśród kamiennych murków, stoją ule. Krajobraz bukoliczny. Rab jest wyspą zieloną, bo ma źródła wody. Są tu kwiaty i pszczoły. Właśnie kwitnie wiecznie zielony rozmaryn, a pszczoły budzą się z zimowego snu. Obok ogrodu z ziołami znajduje się sklep EkoNatura. Robert przegląda ofertę i rozmawia z właścicielem; pan Duan Katelan częstuje go rakiją z miodem. Można tu także kupić oliwki, ocet, oliwę i dżem figowy. W miejscowej restauracji potrafią należycie wykorzystywać miód. Szef kuchni przygotowuje właśnie jagnięcinę z miodem. Do jedzenia Robert wybiera jednak coś mniejszego: gnocchi z langustynkami i dzikimi szparagami z białą truflą. Obok restauracji jest sala z dawną tłocznią oliwy i suszonymi ośmiornicami zawieszonymi pod sufitem. Robert degustuje dwa rodzaje oliwy, krojony prut i zupę pomidorową z domowego przecieru. Wyspa Rab to także raj dla naturystów. Plaża dla golasów ma tu podobno długie tradycje. Było lato 1936 roku. Do zatoki wpłynął jacht Edwarda VIII, brytyjskiego króla, który zrzekł się tronu z powodu swojego romansu z amerykańską rozwódką Wallis Simpson. Edward i Wallis nie zastanawiali się długo, zdjęli odzież i wskoczyli do wody.
Czas trwania: 25min. / 2013 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Krakowski znawca kuchni tym razem ujawnia swój zachwyt Szkocją. Podczas podróży przez Highlands, czyli Pogórze, przybliża widzom piękno tutejszych krajobrazów, krainę jezior, wspaniałe zamki. Pokazuje łososie, które pokonują spiętrzenie wody przy rzecznej elektrowni, a także uczestniczy przy produkucji szlachetnej, słodowej scotch whisky. Całości dopełnia wykonywana na dudach muzyka oraz poezja kulinarna Roberta Burnsa. Widzowie poznają również haggis - specjał szkockiej kuchni narodowej. Tę tradycyjną potrawę przyrządza się z mięsa, cebuli i podrobów, a w wersji klasycznej jest podawana w owczym żołądku. Robert Makłowicz nie zapomniał o też potworze z Loch Ness: nad brzegiem jeziora smaży dla niego pstrąga łososiowego z musztardą angielską i panierowanego w owsiance.
Czas trwania: 24min. / 2009 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Do Chorwacji zwykle jeździmy na Istrię lub do Dalmacji. Rijeka, która powstała na miejscu dawnej osady rzymskiej, leży między nimi. Robert odwiedza XIX - wieczne hale targowe. W miejscu, gdzie stoją, niegdyś rybacy dobijali do brzegu z połowem. Dziś jest tu targ miejski. Ziemniaki i jabłka można dostać o każdej porze, ale po ryby należy przyjść rano. Robert kupuje sardynki. Przy okazji dowiadujemy się, że srdela to nie sardela, tylko sardynka. A nasza sardela, czyli anchois to inun. Są też langustynki, małe sepie, kałamarnice. I jest rarytas - pasztet z bakalara, czyli z duszonego dorsza. W hali nr 1 mieści się winoteka, gdzie można kupić wino prosto z beczki. Robert prosi o wino mszalne z Istrii. Z kieliszkiem w dłoni wędruje po sąsiednich stoiskach. W Rijece żyją jeszcze ludzie, którzy byli w swoim życiu obywatelami sześciu kolejnych państw: Austro - Węgier, Regencji Carnaro, Wolnego Miasta Rijeki, Włoch, Jugosławii i dzisiejszej Republiki Chorwacji. Spacerując po mieście, Robert zatrzymuje się na skwerze przed teatrem o typowej dla c.k. monarchii architekturze. Powstałe w 1867 roku Austro - Węgry dzieliły się na dwie części. Portowy Triest przypadł w udziale Austriakom, a Rijeka Węgrom. Obie nacje rywalizowały o to, czyj port będzie bardziej okazały. Węgrzy nie żałowali pieniędzy na inwestycje w Rijece, m. in. na wspaniały Teatr Narodowy, którego twórcy - architekci Helmer i Fellner zaprojektowali również gmach Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. We wrześniu 1919 roku miasto zajął - na czele ochotniczych oddziałów - włoski poeta Gabrielle d'Annunzio, który stworzył w Rijece, wówczas Fiume, niezwykłą republikę miejską, zwaną Regencją Carnaro. D'Annunzio przemawiał do mieszkańców miasta z gmachu Radia Rijeka. Tradycyjny okrzyk hip - hip hura! brzmiał zbyt trywialnie dla wielkiego poety. Stojąc na balkonie, d'Annunzio porywał tłumy wymyślonym przez siebie zawołaniem: Eia, eia, alala! Przypominało to operetkę i byłoby zabawne, gdyby nie fakt, że kilka lat później skopiował to duce. Rządy d'Annunzia we Fiume to był protofaszyzm. Miejsce, gdzie przemawiał d'Annunzio, to Korzo, miejska promenada. W kawiarniach tłumy. Jeśli kogoś z mieszkańców tu nie spotkacie, to znaczy, że wyjechał albo umarł. Korzo leży w dole, tuż nad morzem, ale miasto wspina się tarasami do góry. Zbiory tutejszych muzeów nie są zbyt bogate, bo większość cennych zabytków wywiózł d'Annunzio, a Włosi nie śpieszą się z ich oddaniem. W Muzeum Morskim, które mieści się w dawnym pałacu węgierskiego gubernatora, są jednak eksponaty, jakich nie ma nigdzie na świecie. Na dziedzińcu leżą na trawie stare torpedy. To właśnie w Rijece, w roku 1866, skonstruowano pierwszą torpedę z własnym napędem. Dokonali tego: oficer marynarki Giovanni Lupis i szef fabryki zbrojeniowej Robert Whitehead. W II wojnie światowej alianci bezlitośnie zbombardowali nabrzeże. Ciekawym eksponatem jest też kamizelka z Titanica? Skąd się tu wzięła? Większość rozbitków z Titanica wyłowił z lodowatej wody statek Carpathia, który pływał na trasie Rijeka - Nowy Jork. Macierzystym portem Carpathii była Rijeka, a większość załogi stanowili Chorwaci. Cesarz Franciszek Józef nagrodził ich za sprawną akcję ratunkową. Odwiedziwszy muzeum, Robert zmierza do restauracji przy bulwarze Riva. Szef kuchni Deniz Zembo gotuje gnocchi sa kamipima, czyli kopytka krewetkami. W sali restauracyjnej, z małej winoteki na ścianie, Robert wybiera wino. Do wina kelner podaje popularne tu pogacze, ciemne placki węgierskie wzbogacone kawałkami salami lub skwarkami. Przez Rijekę przepływa Rijecina. W 1924 roku, już po rządach d'Annunzia, Włochy uzgodniły z Królestwem Serbów Chorwatów i Słoweńców (w skrócie SHS) podział wolnego miasta Rijeki. Stara część - Fiume - przypadła Włochom, a młodsza - wschodnia dzielnica Susak - należała do S
Czas trwania: 25min. / 2013 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Leżące w Republice Serbskiej miasto, nieczęsto odwiedzane przez polskich turystów, ma wszystko, czego mu potrzeba do szczęścia: centralny plac targowy ocieniony 100 - letnimi platanami, sielską rzekę Trebisznicę i zabytkowy most zbudowany przez osmańskiego paszę, fragment dawnej tureckiej dzielnicy, świętą dla Serbów cerkiew na wzgórzu, a nawet związki z Moniką Belucci, które Robert tropi na planie filmowym za miastem. Odnajduje tam również winnicę cesarską, która w czasach Austro - Węgier produkowała z białych gron odmiany żilawka wino wysyłane na wiedeński dwór. Na trebińskim talerzu Roberta burek z nadzieniem serowym i jarzynowym, mięso pieczone pod kopułą oraz pstrąg z endemicznym grochem poljak i sosem na bazie żilawki.
Czas trwania: 25min. / 2016 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Nazwa Porto Cervo wywołuje dreszcz emocji wśród osób znających najbardziej ekskluzywne adresy nad Morzem Śródziemnym. Kurort założony w latach 60. przez księcia Karima Agę Khana jest atrakcyjny nawet po sezonie. Jego klientelę stanowił ówczesny beau monde, a jak wiadomo, największym wrogiem takich ludzi są paparazzi. Wycieczkę po kurorcie Robert zaczyna od aperitifu, oliwek i orzeszków - podanych na tarasie kawiarni hotelu Cervo, skąd już niedaleko do pola golfowego i jachtklubu. Jachtklub Porto Cervo to jedna z najsłynniejszych marin w tej części świata. Jego właścicielem jest książę Karim Aga Khan IV. To już koniec sezonu, pora włożyć ciepły pulower, bo w powietrzu tylko 28 stopni Celsjusza. Wkrótce kurort zapadnie w sen zimowy i obudzi się w maju przyszłego roku. Książę Karim jest muzułmaninem, nosi tytuł imama, ale nie zbudował tu meczetu, tylko kościół katolicki. Jest to kościół Stella Maris, czyli Gwiazdy Morza. Jego wnętrze jest ascetyczne, ściany są białe, ale zwraca uwagę nieregularność form. W bocznej nawie wisi obraz El Greca Mater Dolorosa. Cala di Volpe, czyli Zatoka Lisia, tuż przy niej hotel. Gościł koronowane głowy, ale nie z tego powodu jest sławny. Jego najważniejszymi gośćmi w 1976 roku byli państwo Sterling - to fikcyjne nazwisko, jakim posługiwał się James Bond, grany wówczas przez Rogera Moore’a, i major Amasowa z KGB, w tej roli wystąpiła Barbara Bach, żona Ringo Starra. Tablica przy wejściu upamiętnia produkcję filmu z agentem 007. W Zatoce Baja Sardinia Robert przygląda się, jak szef kuchni - specjalnie dla gości z Polski - przyrządza pierożki z dwoma rodzajami sera: ricottą i peccorino przyprawionymi szafranem i tymiankiem. Na degustację wina krakowski podróżnik udaje się do miejscowości Arzachena na Costa Smeralda, czyli Szmaragdowym Wybrzeżu. W nowoczesnym budynku ze szkła i drewna znajduje się winiarnia, Robert degustuje białe wina Vermentino di Gallura, które wreszcie zostały docenione. W tym pięknym krajobrazie Robert gotuje też danie główne programu: sardyński makaron malloreddus (w kształcie muszelek) z wieprzowo - cielęcym ragout. La Maddalena to największa z miniwysp w pobliskim archipelagu, jedyna, po której jeżdżą samochody. Można się tu dostać promem z sardyńskiej miejscowości Palau. Na środku wyspy, na placyku stoi kolumna ku czci Giuseppe Garibaldiego. Z La Maddaleną połączona jest druga wyspa - Caprera, na której znajduje się dom muzeum Garibaldiego. Stara pinia przed domem pewnie pamięta wielkiego karbonariusza. Garibaldi kupił tę wyspę i bardzo się starał, by była należycie wykorzystywana, uprawiał ziemię, sadził drzewa oliwne, hodował bydło i konie. I spoczął w tej ziemi - pod nieoszlifowanym kamieniem. Zapewne zmorą rolniczej działalności Garibaldiego były dziki, których tu nie brakuje. Dlatego na kolację Robert spróbuje słynnej miejscowej dziczyzny. W restauracji Sottovento, czyli "pod wiatr", serwującej tradycyjną kuchnię sardyńską, do dziczyzny podają chrupki chleb i czerwone wino z endemicznego szczepu Isola dei Nuraghi.
Czas trwania: 25min. / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Celem kulinarno - podróżniczego programu Roberta Makłowicza, jest przekazanie praktycznej wiedzy, związanej z podróżami i odwiedzanymi miejscami. Do pięknej Ratyzbony wiedzie przez Dunaj jej słynny, średniowieczny Kamienny Most, na którym Robert śpiewa i gotuje bawarską zupę ziemniaczaną. Tuż pod mostem, w historycznej garkuchni wyjaśnia różnice między kiełbaskami regensburskimi i norymberskimi, a na deser kosztuje pieczonych nieopodal strudli. Zagląda do katedry, do ratusza, do sklepu z przyprawami i cukierni, oraz do zajazdu, w którym z krwi cesarsko - mieszczańskiej został poczęty wielki wódz i pogromca Turków, książę Don Juan de Austria. Na koniec zamienia kufel piwa na kieliszek miejscowego wina, z najmiejszego w Niemczech okręgu winiarskiego Baier Wein.
Czas trwania: 25min. / 2013 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Podróż przez doliny Val di Fassa, Val Gardena i Val Badia wokół masywu Sella Ronda zaczyna się od wizyty w restauracji na wysokości 3 tys. metrów, prowadzonej przez miejscowego szefa kuchni. Poznajemy nieznaną większości polskich widzów kulturę Ladynów, mówiących odrębnym językiem retoromańskim, pielęgnujących własne tradycje kultury i hołdujących własnej kuchni, nieco odmiennej od austriackiej i włoskiej. Na stole w tej wysokogórskiej restauracji pojawią się m.in.: makaron z ziemniakami i boczkiem oraz risotto z pęczaku.
Czas trwania: 24min. / 2008 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): W czwartym odcinku Robert Makłowicz w mieście słynnego XVI-wiecznego soboru spotyka szefa wykwintnej miejscowej restauracji, który przez kilka lat prowadził lokale z włoską kuchnią w Krakowie i Warszawie. Razem gotują danie z dziczyzny na placu przy katedrze. Na zamku Buonconsiglio widzowie poznają tajemnicę słynnych klusek o nazwie "księżodławki". Zwiedzają też zabytkowe miasto, zaglądają do delikatesów, cukierni, kawiarni i winiarni. Mają okazję przyjrzeć się produkcji wina musującego, wytwarzanego metodą szampańską.
Czas trwania: 25min. / 2008 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): W swojej kolejnej podróży Robert Makłowicz zawitał do północnych Włoch. W symbolicznym początku i końcu Morza Śródziemnego Robert Makłowicz odnajduje liczne ślady Austro-Węgier, swojej ulubionej epoki i jej kuchni, łączącej w sobie tradycje wielu krajów i ludów. Kosmopolityczny Triest, przez wieki wolny port, urzeka swoimi kawiarniami i wiedeńską architekturą. W miasteczku Muggia po drugiej stronie zatoki podróżnik z Krakowa odkrywa ittiturismo - agroturystykę w wydaniu rybnym, wręcz rybackim! Położona tuż nad miastem górska wieś zaprasza do tradycyjnej prywatnej gospody. Propozycje kulinarne odcinka: spaghetti z sercówkami, zupa jota, langustynki alla busara, ryby z rusztu i fritto misto.
Czas trwania: 25min. / 2008 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Poławiacze koralu już w czasach antycznych upodobali sobie wody Sardynii, zwłaszcza zatoki wokół miasta Alghero. Ten morski klejnot łowi się tu do dziś i obrabia artystycznie na miejscu. Sardynię oblewają wody Morza Śródziemnego, przy czym na wybrzeżu północno - zachodnim nie mają one specjalnej nazwy. Na wschodzie zaś jest to Morze Tyrreńskie. Inaczej niż nad Adriatykiem przeważają tu plaże piaszczyste, a szmaragdowa woda jeszcze w październiku jest ciepła. Współcześnie Sardynia należy do Włoch, ale od wieku XIV do XVIII wyspą władali Katalończycy i Aragończycy, połączeni w średniowieczu unią personalną. Wpływy ich kultury można odnaleźć w miejscowym języku, architekturze oraz kuchni. Alghero to największe miasto w okolicy. Wygląda tak, że można by je śmiało przenieść do Katalonii i doskonale wpisałoby się w tamtejszy pejzaż. Kompletnie nietknięta nowoczesnością tkanka miejska otoczona jest wspaniałymi murami obronnymi. Na nabrzeżu mariny z widokiem na stare miasto Robert gotuje miejscową specjalność: tuńczyka po katalońsku. Zaś na tarasie hotelu Punta Negra krakowski smakosz degustuje langustę po katalońsku, do której podaje się białe chardonnay albo szampana. Butelkę wina, jak wiadomo, zamyka się korkiem. A skąd bierze się korek? Dęby korkowe to wielka rzadkość. Jego najwięksi producenci to Portugalia i Sardynia właśnie. Miejscowość Calangianus to sardyńska stolica korka. W gaju korkowym Robert pokazuje okorowane drewno. Odarta z dębu kora musi być przechowywana przez 18 miesięcy na wolnym powietrzu. Pierwszy zbiór jest możliwy, kiedy drzewo ma 30 lat, kolejne co 10 lat. Fachowcy wyróżniają dwa rodzaje korka: męski i żeński. Wielki korek do szampana, wycięty z jednego kawałka kory, może kosztować nawet 5 euro. Ale tylko taki pozwoli przechowywać butelkę przez kilkadziesiąt lat bez szkody dla jej zawartości. Wyspa Asinara jest dziś niemal bezludna. Turyści mogą tu zwiedzać dawne więzienie Fornelli dla najgroźniejszych terrorystów i mafiosów. Atrakcją wyspy jest założony niedawno park narodowy, w którym żyją dzikie konie, dziki i białe osły albinosy. Castelsardo, kolorowe miasteczko położone na wielkiej górze z zamkiem na szczycie, to kolejny punkt na trasie. Castelsardo znaczy sardyński zamek. Historia miasteczka liczy prawie 1000 lat, a spacer jego wąskimi i stromymi uliczkami może przyprawić o zadyszkę. Szef kuchni miejscowego hotelu zaprosił Roberta na brodo di pesce. Jest to tradycyjna zupa rybna z Castelsardo, do której podaje się tutejsze czerwone wino Cannonau. Degustacja odbywa się na tarasie restauracji z widokiem na miasto i zamek.
Czas trwania: 25min. / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Wycieczka statkiem przełomem Dunaju skłania Roberta do przywołania czasów antycznych, kiedy rzeka stanowiła granicę między cywilizacją na południu a barbarzyńcami na północy. Dziś po obu stronach Dunaju Bawarczycy z powodzeniem uprawiają ziemniaki i chmiel, dwie rośliny Rzymianom nieznane. Robert odwiedza Dolinę Hallertau największe na świecie zagłębie chmielowe. Jest wrzesień czas żniw chmielowych. W otwartej stodole na dziedzińcu gospodarstwa maszyna z taśmociągiem oddziela szyszki od pnączy zwiezionych z pola. Szyszki chmielowe zawierają do 40 procent wody, więc świeże nie nadają się do przechowywania, bo by zgniły. Trzeba je wysuszyć. W Niemczech chmiel jest bardzo ważną rośliną, o czym można się przekonać w Muzeum Chmielu w Wolznach. Już w VIII wieku ludzie zbierali dziki chmiel, potem sami zaczęli go uprawiać. Przełomem w historii piwowarstwa był rok 1516, kiedy to bawarski książę Wilhelm IV wydał dekret o czystości piwa, tzw. Reinheitsgebot. Zgodnie z nim, piwo wolno było wyrabiać tylko z trzech składników: jęczmienia, wody i chmielu. Zatem piwa belgijskie, aromatyzowane np. cytrusami, wedle niemieckiego prawa piwem nie są. W Niemczech wciąż silne są tradycje małych browarów lokalnych, które produkują piwo dla najbliższej okolicy. Robert odwiedza historyczny browar w miejscowości Legenfeld. Pierwsze piwo uwarzono tam już w XV wieku. We wnętrzu browaru znajduje się sala otwartych kadzi fermentacyjnych. Brzeczka fermentuje w nich przez trzy tygodnie. Takich obrazków nie zobaczy się w wielkoprzemysłowych browarach. Tutaj to piwowar, a nie komputer, decyduje o jakości piwa. Przy browarze jest restauracja, której historia sięga ponad 400 lat. Na pierwszej stronie menu restauracji znajduje się lista dostawców produktów rolnych. Obowiązuje zasada zero anonimowości na talerzu. Wiemy, co jemy. Ziemniaki np. dostarcza do kuchni rodzina Plöckl. Nic dziwnego, że bywa tu mnóstwo ludzi. Robert zamówił pieczeń wieprzową z ziemniaczanym knedlem. Danie główne odcinka: Leberkäse ze smażonymi ziemniakami i białą kapustą w zalewie octowej Robert gotuje na skarpie z widokiem na dolinę Dunaju. Po tak obfitym posiłku wybiera się na pole, by zobaczyć uprawę ziemniaków. Potem udaje się do przetwórni w Neumarkt. Do rampy podjeżdża właśnie wywrotka, która wysypuje ziemniaki do podajnika fabrycznego taśmociągu. Zanim jednak partia ziemniaków zostanie przyjęta do przetwórni, trzeba je sprawdzić. W laboratorium przeprowadza się badanie na zawartość skrobi. Od wyniku badania zależy ich cena. W przetwórni w Neumarkt wyrabia się kluseczki i knedle. Robert ma okazję spróbować dwóch rodzajów knedli ziemniaczanych: z sosem pieczeniowym oraz nadziewanych kostkami z bułki smażonymi na maśle. Hollstadt to rolnicze miasteczko w bawarskiej Frankonii. Akurat odbywa się tu Kartoffeltag, czyli Dzień Ziemniaka. Miejscowe kartoflane dożynki to wielki festyn dla mieszkańców. Doroczne ziemniaczane święto odbywa się pod patronatem Bayerische Bauern Verband, czyli Bawarskiego Stowarzyszenia Rolników. Na jednym ze stoisk jego właściciel wyjmuje z pieca blachę z bochenkami ziemniaczanego chleba. Przy innym stoisku ubrany na żółto pan gotuje w parniku ziemniaki w mundurkach. Na festynie są także stoiska z wędlinami. Robert raczy się pajdą ziemniaczanego chleba z masłem i plastrem baleronu ukrojonym na maszynie. Smakowicie wygląda też Blutwusrt; jest to krwawa kiszka na zimno podawana z porcją ziemniaków z parownika. Do tego obowiązkowo szklanka piwa. .
Czas trwania: 25min. / 2013 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Północno-zachodnia Szkocja i jej wyspy to kraina chmur, mgieł i deszczu. Dobre samopoczucie w takich warunkach wymaga odpowiedniej diety. Z pewnością należy do niej tzw. pełne szkockie śniadanie, które podróżnik z Krakowa zjada w dawnym domu zawiadowcy stacji kolejowej nad Loch Carron. Dzięki ciepłemu prądowi zatokowemu w szkockich wodach można łowić owoce morza. Na potwierdzenie Robert wypływa z miejscowym rybakiem na połów małży św. Jakuba. Złowione przegrzebki przyrządza natychmiast w porcie, naturalnie z dodatkiem miejscowej whisky. Dalsza podróż prowadzi do przydomowej wędzarni ryb i na wyspę Skye, gdzie możemy posłuchać, jak brzmi historyczny język miejscowych Szkotów.
Czas trwania: 25min. / 2009 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Wapienne góry Supramonte w regionie Barbagia, ze swoimi żłobionymi przez strumienie jaskiniami, były przez wieki schronieniem dla sardyńskich pasterzy oraz osławionych bandytów. Robert wjechał górską drogą na wysokość 1300 m n.p.m. Kiedyś była to nieprzejezdna ścieżka, ale utwardzono ją w latach 60. na potrzeby produkcji filmu "Biblia" w reżyserii Johna Hustona. By zwiedzić Barbagię, Robert wynajmuje miejscowego kierowcę, bo, jak twierdzi, ich terenowe auta są zwinne jak muflony i wytrzymałe jak osły. A cała eskapada odbywa się wokół cudu natury, jakim jest Dolina Lanaitho i zachwycający antyczny pejzaż: długa aleja wysadzana piniami i gaj oliwny u podnóża gór. Za dwa miesiące zacznie się zbiór oliwek miejscowej odmiany Nera di Oliena. Po kilku kilometrach gaje oliwne przechodzą w lasy dębowe. W takich lasach pasterze budują swoje bacówki, żeby można było posilać się w cieniu drzew. Robert podjeżdża do leśnej kuchni pasterskiej. Nad paleniskiem pieką się prosiaki i kiełbasy, na murku wystawiono jarzyny, oliwki i chleb. Fenomen tych gór i ich piękno polega na tym, że jest tu dużo wody. Tryska ze skał jak chociażby słynne źródło Su Gologone, z którego wypływa 300 litrów wody na sekundę. Jest czysta, mineralna, można ją śmiało pić. Z powodu nadmiaru wody na płaskich terenach tworzyły się bagna. By je osuszyć, sadzono tu eukaliptusy. Obfitość wody, która drąży wapienne skały, sprawia, że tworzą się tu jaskinie. Jest ich na Sardynii kilkaset. To świetne kryjówki dla bandytów. A skąd wziął się tu bandytyzm? Po pierwsze, była bieda. Po drugie, niedostępność terenu. Po trzecie, obcość władzy państwowej, która reprezentowała interesy kolejnych najeźdźców. Ostatnie porwanie dla okupu miało tu miejsce 10 lat temu. Robert podziwia cuda natury i posila się w pasterskiej leśnej kuchni. W jadłospisie pieczony prosiak, wędzone wędliny, chrupki chleb pane carrasau i czerwone wino cannonau, które pochodzi z opiewanej przez Gabriele D’Annunzio Cantiny Nepente w miasteczku Oliena. Właśnie kończy się karnawał. W miasteczku o nazwie Mamoiada wśród mieszkańców można spotkać wielu przebierańców. Jeden z nich, pan Franco, zaprasza Roberta do swojego domostwa; na gościa z Polski czeka tam słynny wśród smakoszy sardyński produkt: żywy ser casu marzu z larwami much. Jest też chleb pane ingherda oraz grappa Filu e Ferru. W Olienie, w hotelu Su Gologone Robert ma okazję zobaczyć, jak robi się domowy makaron. Sam zaś szykuje danie z chrupkiego chleba. A potem zapowiada koncert tradycyjnej sardyńskiej muzyki. Zwieńczeniem wieczoru jest degustacja przysmaków w restauracji w stylu rustykalnym. Panie w strojach ludowych częstują ciastkami i aperitifem. Inne dwie panie pieką w piecu chleb panedda. Na długim stole czeka kolacja: kardy (karczochy), pepperonata (duszona papryka) i pieczone pomidory. Smaki ostre i słodkie zarazem!
Czas trwania: 25min. / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): W Lubece, stolicy Hanzy oraz siedzibie filmowego wampira Nosferatu, Robert zamawia krwistą potrawę - Rote Grütze, czyli kisiel z czerwonych owoców. Jest to najsłynniejszy deser północnych Niemiec. Podczas festynu na rynku Starego Miasta kucharz degustuje trzy rodzaje kanapek: z matjasem, śledziem octowym a la Bismarck i krabikami z Morza Północnego. Jako że symbolem miasta jest marcepan, Robert próbuje też miejscowych słodkości. W restauracji w gmachu Gildii Morskiej zamawia dwa dania rybne, a na koniec samodzielnie przyrządza omlet z ziemniakami i piklingami oraz sałatkę z porów.
Czas trwania: 32min. / Polska / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Celem podróży jest Hamburg i jego okolice. Przybysz z Polski asystuje przy zmechanizowanych wykopkach w podhamburskiej wsi i odwiedza magazyn, do którego co roku trafia 5 tys. ton ziemniaków. W Hamburgu największym wyborem ziemniaczanych dań szczyci się restauracja Kartoffelkeller, do której Makłowicz trafia na degustację. Następnie kucharz zwiedza atrakcje turystyczne metropolii: plac ratuszowy i ratusz. Wybiera się też na rejs statkiem wycieczkowym i zwiedza dzielnicę portową Hafencity.
Czas trwania: 31min. / Polska / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Do największego miasta Slawonii, chorwackich kresów wschodnich, zwabiła Roberta Makłowicza fama Osijeku, zwanego kulinarną stolicą Chorwacji. Wśród XIX - wiecznej zabudowy centralnej dzielnicy Gornij Grad bez trudu można znaleźć lokale w dawnym stylu wiedeńskim. Udać się do nich można również w dawnym stylu, fiakrem lub zabytkowym tramwajem. To pojazdy, które najlepiej prezentują się na tle pięknej miejscowej architektury w stylu art nouveau. Osijecki targ zachwyca różnokolorową papryką, serami domowego wyrobu, których przed zakupem trzeba obowiązkowo skosztować, pikantnymi wędlinami i miejscowym winem. Gospodarz programu, Robert Makłowicz, przyrządza tam bearski paprika, a kolejne kulinarne zachwyty czekają na niego w pobliskiej twierdzy.
Czas trwania: 25min. / 2009 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Kulinarno - podróżniczy program Roberta Makłowicza, w którym przekazywana jest praktyczna wiedza związana z podróżami i odwiedzanymi miejscami. Krajobraz Sardynii zdobią nuraghi, prehistoryczne budowle z bloków kamiennych, jest ich na wyspie kilkaset. Kilka stuleci od nich młodsze są ruiny Tharros, miasta założonego na zachodnim brzegu wyspy przez Fenicjan w VIII w. przed Chrystusem. Skok z antyku do współczesności jest pouczający i smaczny: w 200 - letnim zaledwie domostwie pani Eleny Rosy Robert próbuje ciasteczek pistidu, naturalnie jej własnego wypieku. Kolejny tutejszy przysmak, tym razem na słono, to botarga suszona ikra cefala, jeden z najdroższych specjałów całego Śródziemnomorza. Po wizycie w jej wytwórni Robert odwiedza plantację arcyzdrowych karczochów i przygląda się żniwom na polu ryżowym. W Oristano próbuje makaronu fregola z małżami; w stołecznym Cagliari pierwsze kroki kieruje na żywiołowy miejski targ, a w dzielnicy Castello gotuje spaghetti al nero di seppia.
Czas trwania: 25min. / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Wizyta w położonej w północnych Niemczech nad rzeką Wezerą Bremie, której oficjalna nazwa do dziś brzmi Freie Hansestadt Bremen, czyli wolne miasto hanzeatyckie. Robert Makłowicz opowiada o mieście, jego historii i wspaniale zachowanej architekturze, m.in. o bardzo ciekawych podziemiach , w których znajdują się ogromne piwnice winne. Dużą ich część zajmuje Ratskeller - rodzaj gospody, gdzie można spróbować różnych odmian win, także tych najbardziej reprezentatywnych dla Niemiec, np. rieslinga znad Mozeli czy Müller-Thurgau z Nadrenii. Na tarasie jednej z restauracji prowadzący raczy się gładzicą, czyli rodzajem flądry, z ziemniakami, sam zaś ugotuje zupę krem z kalafiorów po bremeńsku.
Czas trwania: 32min. / Polska / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Robert udaje się w góry Sierra Nevada w Andaluzji, z których widać brzegi Afryki. Odwiedza znajdujący się tam park rozrywki, gdzie ocenia ofertę kulinarną dla narciarzy. Własnoręcznie przyrządza danie dnia: tortillę de Sacromonte z wieprzowymi podrobami. Na deser podróżnik udaje się do miasteczka Pradollano, do którego prowadzi jedyna droga biegnąca przez góry. Kosztuje tam racuchów smażonych w oliwie i polewanych czekoladą. Następnie udaje się na wybrzeże Morza Śródziemnego, gdzie czekają na niego sardynki pieczone na trzcinach.
Czas trwania: 32min. / Polska / 2016 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Północno - wschodni region Chorwacji dzieli nazwę i wiele tradycji kulinarnych z Baranją po węgierskiej stronie granicy. W karcie miejscowych dań oznacza to gwarantowaną obecność paprykarza rybnego i paprykowanych wędlin. W karcie win, oprócz czerwonej frankovki i czarnego pinot, widnieje natomiast chorwacka specjalność - doskonała biała grasevina. Ryb i dziczyzny dostarczają rzeki, stawy i lasy, z których słynie park krajobrazowy Kopacki Rit. Na polowania zapraszał tu swoich wysoko postawionych gości towarzysz Josip Broz Tito. W tamtejszych słodkich wodach królują sumy, karpie, szczupaki i sandacze. Robert Makłowicz z satysfakcją sprawdza, jak smakują one upieczone na ruszcie. Wśród atrakcji odcinka również autentyczne wiejskie gospodarstwo sprzed stu lat oraz chłopska uczta na polu golfowym!
Czas trwania: 25min. / 2009 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Robert Małkowicz podróżuje na Kubę. W tym odcinku zwiedza Hawanę. Monumentalny plac Rewolucji, którego budowę rozpoczęto jeszcze przed erą Castro, jest przeważnie pusty, tylko na skraju parkują żółte kuliste riksze motorowe. Kuba przestaje być krajem całkowicie zamkniętym. Jednym z symboli tych zmian są taksówki dla turystów. Robert wyrusza egzotyczną coco taxi do kipiącego życiem centrum miasta. Jedzie aleją Prado i zatrzymuje się pod Kapitolem. Poszczególne fragmenty miasta dobrze ilustrują historię całego kraju. Prado była niegdyś najelegantszą aleją stolicy. Dziś stoją tu zrujnowane pałace i podupadłe kamienice, a na ozdobnych balkonach suszy się pranie. Po rewolucji prywatną własność skasowano i wprowadzono przymusowy kwaterunek. Wiele z tych perełek popadło przez to w ruinę. Kubańczycy długo walczyli o wyzwolenie spod kolonialnej zwierzchności hiszpańskiej. Bohaterem tych walk był Jose Marti. Pod sam koniec XIX wieku w ten konflikt wmieszały się Stany Zjednoczone. Kuba formalnie stała się państwem niepodległym, a faktycznie była odtąd czymś w rodzaju amerykańskiej kolonii. Symbolem tamtych czasów jest zbudowany w latach 20. Kapitol, który wygląda identycznie jak gmach Kongresu w Waszyngtonie. W restauracji La Torre, która znajduje się na najwyższym piętrze wieżowca z widokiem na zatokę i całą Hawanę, Robert degustuje dwa dania: smażony filet z okonia morskiego z puree z batatów oraz koktajl z krewetek w stylu lat 50. Wieżowiec La Torre został zbudowany w roku 1957, w czasach zależności Kuby od USA. Tuż obok czeka stara Hawana, a w niej artyści, muzyka, domino, rumba i tłumy turystów. To głównie dla nich parzy się kawę w kawiarniach, leje się rum i piwo w ulicznych barach, smaży ryby i przyrządza staroświeckie koktajle z krewetek w restauracjach. Najważniejszy fragment starej Hawany to plac Katedralny. Ale podróż po Starówce należałoby rozpocząć od Plaza de Armas, czyli placu Broni, bo tu zaczyna się historia miasta. Założył je w 1515 r. hiszpański konkwistador Diego Velazquez, nie mylić z hiszpańskim malarzem o tym samym nazwisku. Najpierw było ulokowane na południowym wybrzeżu wyspy, dopiero potem przeniesiono je w dzisiejsze miejsce. Zaułek zwany Callejón de Hammel do lat 90. był tylko punktem na mapie Hawany. Wszystko zmieniło się za sprawą Salvadora Gonzaleza, który zaczął malować tutaj murale. Za nim zjawili się inni artyści. Dziś jest to miejsce bardzo snobistyczne i modne - kafejki, galerie i tłumy turystów, niemal codziennie. Domino to ulubiona gra nie tylko na Kubie, ale w całej Ameryce Łacińskiej. Grają w nią przeważnie mężczyźni, można ich spotkać niemal w każdej bramie. Ale są tu też inne rozrywki, np. rumba, którą tańczy się chociażby w kawiarni. Hawana jest fascynująca, ale warto także wybrać się za miasto, nad rzekę Bacunayagua, by zobaczyć najwyższy most na Kubie. Ta niezwykła konstrukcja ma 100 m wysokości. Spinając dwa brzegi rzeki, spina także dwie epoki w historii wyspy. Zaczęto go budować przed rewolucją, a ukończono już po niej. W tym niezwykłym miejscu pragnienie najlepiej ugasić drinkiem pina colada, który wspaniale smakuje, gdy pije się go z wydrążonego ananasa. Kiedyś w tej okolicy uprawiano kawę, ale przetrzebiono drzewa, a kawa lubi cień, więc już jej tu nie ma. Przyjeżdża się tu dla piękna pejzażu oraz z powodów florystycznych. Rosną tu bowiem wspaniałe orchidee. Dolina Vinales to jedno z najchętniej odwiedzanych miejsc na całej wyspie. To zasługa mogotes niezwykłych, starych zerodowanych gór. Na jednej ze skalnych ścian z inicjatywy samego Fidela powstał Mural Prehistorii. Danie odcinka Robert gotuje na tarasie Hotelu Los Jazmines. Jest to ryż z kurczakiem po kubańsku. Wieczorem krakowski podróżnik wraca do Hawany, by w klubie muzycznym przy bulwarze Malecón posłuchać legendarnej orkiestry Buena Vista So
Czas trwania: 25min. / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Robert Makłowicz kontynuuje podróż po Andaluzji. Tym razem kucharz udaje się do Costa Tropical. Jest to fragment wybrzeża Morza Śródziemnego położony na południe od masywu Sierra Nevada. Okolica, zgodnie z nazwą, słynie z uprawy owoców tropikalnych. W mieście Salobrena Robert udaje się do ogrodu, w którym prosto z drzewa można zjeść mango, awokado, chirimoyę, liczi, kumkwaty i limonkwaty. Następnie degustuje specjalność regionu - wyrabiany z trzciny cukrowej rum Montero. W miejscowości Almunecar z kolei odwiedza fabrykę sosu rybnego garum. Na okolicznej plaży krakowski kucharz przygotuje miecznika w sosie pomarańczowym. Wieczorem zrelaksuje się na stokach oddalonych o 100 km śnieżnych gór, po czym skosztuje cydru i uda się na ucztę w barach tapas. Kolację Robert zje w Pradollano. W barze La Muralla, którego specjalnością są mięsa z rusztu, opalanego węglem drzewnym spróbuje trzech dań. Po mięsnych zakąskach z rusztu przyjdzie pora na kolejne tapas - już w innym lokalu. Będą to małże zapiekane z serem brie i pasztet z drobiu.
Czas trwania: 32min. / Polska / 2016 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Chorwacja naddunajska nadal leczy rany po wojnie domowej 1991 roku, a oblężony wówczas przez Serbów Vukovar stał się symbolem bohaterstwa, cierpienia i materialnych zniszczeń. Na szczęście, to już historia. Dziś miasta nad Dunajem znów żyją normalnie, a ziemia wydaje plony. W ilockich winnicach leżakują kolejne roczniki wybornego traminca i graseviny, a w najdłuższej rzece Europy miejscowi rybacy łowią płocie, karpie. Przyrządzają je według tradycyjnych przepisów gościom w agroturystycznych gospodarstwach. Krytyk kulinarny z Polski ma okazję usmażyć płocie na wieprzowym smalcu, udusić sandacza w winie i przejechać się rowerowym szlakiem biegnącym od źródeł Dunaju niemal do jego ujścia.
Czas trwania: 25min. / 2009 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Z Hawany do Santiago de Cuba na drugim końcu wyspy jest prawie tysiąc kilometrów. Co robić, kiedy wichura uziemiła samoloty? Trzeba jechać autobusem. Tak zaczyna się podróż Roberta Makłowicza przez całą Kubę, po drogach lepszych i gorszych, z przystankami na napoje, przekąski, posiłki, podglądanie miejscowego życia i podziwianie krajobrazów. No i tankowanie paliwa! W latach 90. Kuba przeżyła wielki kryzys, kiedy rozpadł się Związek Sowiecki i skończyło się m. in. tanie paliwo. Dziś sprowadzają je z Wenezueli, ale nie za pieniądze, bo ich nie mają. Mają za to świetnie wykształconych lekarzy, więc odbywa się handel wymienny. Na postoju w prowincji Matanzas Robert oprowadza nas po parkingu rekreacyjnym. Jest tu wiele atrakcji: małe zoo, mały ogród botaniczny i dwa bary: koktajlowy i kawowy. Prowincja Matanzas słynie z upraw trzciny cukrowej, więc kawę podaje się tu z trzciną cukrową. Środek trzciny jest bardzo słodki, a kawa gorzka, trzcinę moczy się w kawie i wysysa. Na nocleg nasz podróżnik zatrzymuje się w kolonialnym mieście Camagüey w hotelu Gran. To stylowy budynek z przełomu XIX i XX wieku. Camagüey to trzecie co do wielkości miastem Kuby, a jego stara, kolonialna część, wpisana jest na listę UNESCO. Nie ma tu turystów, bo miasto nie leży nad morzem. Z Camagüey droga prowadzi do miasteczka Cascorro i bezimiennej wsi przy drodze, gdzie w gościnnym domostwie Robert gotuje arcykubańskie danie: arroz congris, czyli ryż z czarną fasolą. Po posiłku w sąsiednim obejściu podgląda ręczny wyrób kapeluszy z kory drzew. Bezkresne łany trzciny cukrowej to do dziś najbardziej charakterystyczny element krajobrazu na wyspie. Do początków XX w. była to praktycznie monokultura. Robert zwiedza plantację w miejscowości Iznaga. Wieża obserwacyjna góruje nad obszarem dawnej plantacji. Obok wielki dom jej właściciela i kramy na targu dla turystów. Dom przypomina pałacyk dawnych latyfundystów. Iznaga to zarazem nazwisko jednego z największych w swoim czasie producentów cukru na wyspie. Wieża obserwacyjna wygląda jak kościół. Wisiał na niej dzwon wzywający niewolników do pracy, a z górnej platformy można było ich obserwować. Dziś w miejscu dawnej katorgi jest targ rękodzieła. Przydrożna budka z pieczoną wieprzowiną. Czegoś takiego krakowski podróżnik na pewno nie ominie. W nagrodę dostaje tu kawał pieczonej szynki z pikantnym sosikiem. W szczerym polu betonowa konstrukcja z wielkim napisem Granma. To nazwa prowincji, która do 1976 r. nazywała się Oriente. Nowa nazwa została nadana na cześć łodzi, którą Fidel i jego towarzysze przypłynęli na Kubę z Meksyku w 1956 r. Tak się zaczęła rewolucja. U celu podróży na Roberta czeka jeszcze jedna nagroda: La Ronera, czyli słynna fabryka rumu - z degustacją, rzecz jasna. Rum pochodzi z Karaibów, jest znany od początku XVII wieku. Najpierw był podłej jakości; pili go niewolnicy z plantacji, żeby sobie osłodzić swój ciężki los. Prawdziwa kariera tego trunku zaczęła się w 1862 r. , kiedy pochodzący z Katalonii Facundo Bacardi Masó postanowił wprowadzić rum na salony. Jest noc. Robert na tarasie kawiarni z widokiem na światła Santiago degustuje trzy gatunki rumu: białego 3 - letniego, kolorowego 7 - latka anejo i starzonego 25 lat w beczce specjalnego rumu w kieliszku koniakowym. Warto było jechać do Santiago taki kawał drogi, nawet autobusem, bo tu mają najlepszy rum na świecie.
Czas trwania: 25min. / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): W stolicy Armenii, nad którą góruje w oddali Ararat, majestatyczny symbol całego kraju, Robert Makłowicz opowiada o wielowiekowej i często dramatycznej historii tych terenów Zakaukazia, ujawniając przy okazji swoje ormiańskie pochodzenie. Krakowski podróżnik wizytuje dwie miejscowe restauracje znane z tradycyjnej kuchni. W jednej pokazuje, jak piecze się kebab, w drugiej - jak miejscowi kucharze przygotowują pulpeciki kiufta. Sam gotuje zupę bozbasz z baraniną, ciecierzycą i owocami, a ma to miejsce na szczycie kompleksu Kaskada w centrum Erywania, które łączy funkcję miejskiej promenady i muzeum sztuki nowoczesnej. Wędrówkę po mieście uzupełniają odwiedziny w akademii szachowej, na targu spożywczym i targu rękodzieła oraz w wytwórni słynnej armeńskiej brandy.
Czas trwania: 25min. / 2009 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Hemingway mieszkał na Kubie ponad 30 lat. Wyjątkowo ukochał to miejsce, dlatego warto spojrzeć na nie jego oczami. Gdyby chcieć nakręcić film o wszystkich ulubionych knajpach Hemingwaya, byłby on wyjątkowo długi. Ale jest miejsce, które trzeba odwiedzić koniecznie - hawański bar El Floridita. Hemingway lubił pić wiele rzeczy, często bez umiaru, ale nie wszędzie pił wszystko. Tutaj pijał wyłącznie daiquiri; to on rozsławił ten koktajl. Co w nim jest? Kruszony lód, cukier trzcinowy, sok z limetki, likier maraschino z dalmatyńskich wiśni i biały rum. Spożywanie wielu koktajli bez uprzedniego zapewnienia sobie noclegu jest bardzo nierozważne. Wiedział o tym Hemingway i dlatego znalazł sobie kwaterę w hotelu Ambos Mundos. W słynnym pokoju 511 z widokiem na starą Hawanę mieszkał siedem lat. Dziś ten pokój to swoiste muzeum. Nie jest wynajmowany. Stoją tu sprzęty pisarza: m.in. łóżko i maszyna do pisania, której używał codziennie rano. Są telegramy z roku 1954 z gratulacjami z okazji przyznania nagrody Nobla. W hotelu Ambos Mundos, w kafeterii na dachu z widokiem na starą Hawanę, Robert gotuje filety rybne po kanclersku. Po sukcesie powieści "Komu bije dzwon" Hemingway kupił podmiejską posiadłość Finca Vigia. Dziś jest tu muzeum i ostatnia (sucha) przystań jego łodzi Pilar, którą wyruszał z pobliskiego portu Cojimar na połów marlinów. Czwarta żona Hemingwaya, Mary Welsh, kazała postawić obok domu wieżę, która miała być pracownią pisarza. Miał w niej wszystko, ale nie lubił tu pracować. Wkrótce wieżę objęło w posiadanie 57 hemingwayowskich kotów. Pisarz był nie tylko kociarzem, ale i psiarzem. Psów miał mniej, chował je w podpisanych mogiłach na przydomowym cmentarzyku. Rybacka wioska Cojmar znajduje się 20 km od Hawany. To miejsce też ma konotacje literackie i historyczne. Mieszkał tu i zmarł Gregorio Fuentes, wilk morski pochodzący z kanaryjskiej Lanzarote, przez wiele lat szyper i przyjaciel Hemingwaya. Był jego rówieśnikiem, a przeżył go o 40 lat. Był pierwowzorem postaci bohatera "Starego człowieka i morza". Fuentes do końca życia palił cygara, zmarł wieku 104 lat. Palenie to szkodliwy nałóg, ale na Kubie w prowincji Pinar del Rio rośnie najlepszy tytoń na świecie, z którego powstaje najsłynniejszy produkt eksportowy Kuby, cygara. Robert zwiedza plantację i suszarnię. Wszystkie najlepsze kubańskie cygara robi się ręcznie. Prywatni farmerzy, którzy uprawiają tytoń, muszą sprzedać państwu 90% plonów, 10% mogą zachować dla siebie. Do różnych cygar pasują różne dodatki - nie chodzi o oranżadę ani mleczny koktajl, ale odpowiedni gatunek kawy i rumu. W Starej Hawanie Robert odwiedza jeszcze jedno miejsce związane z Hemingwayem. Jest to Bodeguita del Medio. Tutaj pisarz pijał wyłącznie mojito. Podobno ten słynny koktajl właśnie tu się narodził. Mojito to kombinacja białego rumu, syropu z cukru trzcinowego, soku z limetek, gazowanej wody, świeżej mięty i lodu. Bodeguita to nie tylko bar, również restauracja, w której jadało wiele światowych sław. Robert degustuje tu jedno z najbardziej znanych kubańskich dań - ropa vieja, co po hiszpańsku znaczy stare łączy. Jest to pieczeniowa wołowina długo duszona. Do tego frytki batatowe i fasola z ryżem. W czasach hiszpańskich Hawana była otoczona murami obronnymi. Co wieczór salut armatni oznajmiał zamknięcie bram. Jednym z elementów fortyfikacji była twierdza La Cabana. Hemingway nie mógł tu przyjść na spacer, bo w czasach Batisty było tu więzienie. Przejęli je potem komuniści. Che Guevara był jego naczelnikiem, uśmiercił tu 3 tys. ludzi. Dzisiaj to atrakcja turystyczna. Ostatnimi laty przywrócono tradycję z czasów hiszpańskich. Każdego wieczoru z murów La Cabani oddawany jest armatni salut, chociaż bram Hawany nikt już dziś nie zamyka. Na zakończenie fascynującej tury tropem Hemingwaya cofnijmy się w czasie o ki
Czas trwania: 25min. / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Rzeka Sutjeska płynie przy granicy Bośni z Hercegowiną i Czarnogórą. Jej kanion nie jest długi, ma ponad 30 km. Wznosi się nad nim najwyższy szczyt Bośni Maglić (2386 m n.p.m.). Nazwą tej górskiej rzeki ochrzczono też park narodowy, utworzony tu w latach 60. To prawdziwy cud natury, matecznik dzikich zwierząt i doskonały punkt wypadowy do górskich wędrówek. Rośnie tu pierwotny las - dzika puszcza, w której zabroniona jest jakakolwiek ingerencja człowieka. Zanim przełom rzeki Sutjeski stał się w powojennej Jugosławii parkiem narodowym, ta górska okolica zasłynęła jako sceneria zwycięskiej bitwy partyzantów Tity z siłami koalicji faszystowskiej. Robert wspina się pod monumentalny pomnik partyzantów i odwiedza muzeum bitwy, zdewastowane w czasie ostatniej wojny domowej. Górskie lasy dostarczają dzikiego czosnku do sałatek i mięsa kozic na gulasz. Produkty te wykorzystuje się do przygotowania miejscowych dań, które Robert degustuje podczas postoju na kempingu. A są to: sałatka z dzikiego czosnku, ser zwijany jak słowackie korbacziki/warkoczyki, pita ze szpinakiem i twarogiem i gulasz z kozicy górskiej. Do picia podaje się wino ze słynnego monasteru Tvrdos albo kwaśne mleko. Na kolejnym postoju Robert ma okazję spróbować dań rybnych. Tym razem piknik rozpoczyna się od kieliszka rakii. Potem jest zupa rybna (riblja corba) gotowana w kociołku oraz smażone ryby. Złowione w Drinie pstrągi oraz płocie, panierowane w mące, są smażone w oleju nad żywym ogniem w specjalnym naczyniu, które nazywa się taniraca. Podczas rejsu Robert przyrządza danie odcinka - wątróbkę jagnięcą z serbską sałatką. W dalszej części wycieczki Robert ma okazję podziwiać miasto Visegrad ze słynnym kamiennym mostem. Na środku mostu znajduje się wysoka kamienna tablica z arabskimi napisami. Tablica sławi imię Mehmeta Paszy Sokolovića, inicjatora powstania budowli i jej fundatora. Był to Słowianin, przyszedł na świat jako chrześcijanin w pobliskiej wiosce. Zabrany rodzicom przez Turków został janczarem. Zrobił wielką karierę, doszedł do godności wielkiego wezyra. Najnowszym fragmentem miasta jest niezwykły Andrićgrad, stworzony przez reżysera Emira Kusturicę na rzecznym półwyspie. Andrićgrad ma być ilustracją bośniackiej i serbskiej historii. Robert odwiedza tu restaurację Zlatna Moruna. Na ścianach namalowani są ulubieni bohaterowie Kusturicy, jest i on sam. Na stole miejscowe specjały: półmisek wędlin i serów, panierowane papryki nadziewane serem i młoda wołowina w sosie pikantnym.
Czas trwania: 25min. / 2016 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): W tym odcinku Robert zwiedza okolice Sierra Maestra. W tych górach Fidel Castro wraz ze swoimi towarzyszami ukrywał się przez blisko trzy lata, żeby potem zdobyć całą wyspę. Kubańczycy bardzo długo nie uprawiali kawy, woleli zakładać intratne plantacje trzciny cukrowej. Do kawy przekonali się dopiero pod koniec XVIII wieku, kiedy na pobliskiej wyspie Haiti wybuchło powstanie czarnych niewolników. Dziś Kuba to raczej kawowe muzeum. Plantacje, które tu się spotyka, to tylko kropla w światowej filiżance kawy. Jedna z plantacji znajduje się w La Isabelica. Jest tu także domowa palarnia, gdzie można podejrzeć tradycyjny proces palenia i przygotowywania kawy. Wysuszone na kamieniu ziarna są w moździerzu pozbawiane łupin, potem są palone nad żywym ogniem, po czym znów wracają do moździerza, jak do młynka. Po takiej obróbce kawa jest już gotowa do zaparzenia. Robert próbuje naparu zaparzonego w domowej konstrukcji ekspresie. Serrano, Turquino i Cubita to trzy najsłynniejsze kubańskie odmiany kawy. W Sierra Maestra, na punkcie widokowym, Robert gotuje danie odcinka: chilindrón de carnero serrano a la cubana. Carnero albo też cordero to mięso jagnięce albo młode baranie. Kolejny etap szlaku bojowego to XVI - wieczne miasto Santiago de Cuba, założone na początku XVI wieku przez hiszpańskiego konkwistadora. W Santiago Fidel i jego towarzysze bez powodzenia szturmowali koszary Moncada, zamienione dziś na szkołę. Szturm miał miejsce 26 lipca 1953 roku, w dniu św. Jakuba, patrona miasta. Tę datę wybrali rewolucjoniści, bo wiedzieli, że policja będzie zajęta ochroną uczestników zabawy. Atak był nieudany: wielu zginęło, Fidel trafił do więzienia, potem na emigrację. Po trzech latach wrócił na Kubę. To był początek końca ery Batisty. Historyczne jądro Santiago to plac Cespedesa, bohatera walk narodowo - wyzwoleńczych. Na tym niewielkim placu widać złożoność miejscowych dziejów. Zachował się dom z początków XVI wieku. Mieszkał w nim Diego Velazquez (nie mylić ze słynnym malarzem), który założył główne miasta na Kubie. Najważniejsza budowla na placu to przepiękny ratusz z kolonialnych hiszpańskich czasów, ale z komunistyczną gwiazdą na frontonie. W roku 1959 z ratuszowego balkonu Fidel Castro ogłosił zwycięstwo rewolucji. Santiago to bez wątpienia muzyczna stolica całej wyspy. Stąd płyną dźwiękowe fluidy na całą Kubę. Na miejscowym cmentarzu spoczywa Compay Segundo, podpora orkiestry Buena Vista Social Club, stąd pochodzili członkowie słynnego Tria Matamoros. A do literatury najlepiej nawiązać w kawiarni hotelu Casa Granda, w której siadywał Graham Greene. Ten hotel umieścił potem w powieści "Nasz człowiek w Hawanie". O tym wszystkim Robert opowiada ze szklaneczką słynnego drinku cuba libre. Przy czym amerykańską colę zastępuje się tu colą miejscową. Cuba libre to jeden z trzech najważniejszych miejscowych koktajli. Kolejne miasta na walecznym szlaku to Baiamo, gdzie narodził się kubański hymn narodowy, i Trinidad, kolonialna perełka z czasów konkwistadorów. Trinidad zostało uznane przez UNESCO za najlepiej zachowane kolonialne miasto w całej Ameryce Łacińskiej. Diego Velazquez słał umyślnych ze swojego domu w Santiago do Trinidadu, bo tutaj mieszkał jego podwładny, Hernan Cortes. Chciał on zorganizować wyprawę do Meksyku, czemu Velazquez był przeciwny. Cortes dopiął swego, Meksyk został podbity dla królestwa Hiszpanii. Po tych bojowych historiach koniecznie trzeba coś zjeść, najlepiej w prywatnej restauracji. Tutejsi restauratorzy nie mają pieniędzy na budowanie osobnych lokali, więc urządzają restauracje we własnych domach. Idąc do stolika, mija się sypialnię, a jada się np. na domowym patio. Robert wybiera Restaurante Paladar Malibran. Część barowa poświęcona jest Beny’emu More; był to najsłynniejszy kubański pieśniarz, taki tutejszy Carlos Gardel. Szef kuchni, pan A
Czas trwania: 25min. / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Tym razem Robert Makłowicz przybywa nad włoskie jezioro Garda w Dolomitach. Jest ono nazywane "Śródziemnomorzem w sercu Europy". Choć do morza stąd jeszcze daleko, to rozległe jezioro z powodzeniem je zastąpi. Tu już czuć powiew Południa: palmy i gaje oliwne, winnice, południowe warzywa i owoce. W dodatku jezioro i jego okolice to raj dla amatorów aktywnego wypoczynku: w górach otaczających jezioro można uprawiać narciarstwo, trekking, kolarstwo górskie, wspinaczkę, canyoning, a na jeziorze - surfować i żeglować do woli. Tematem na osobną opowieść jest też oczywiście miejscowa kuchnia. O jej walorach przekonuje Robert Makłowicz, przygotowując wśród drzew oliwnych nad malowniczym urwiskiem, pstrąga z grilla z brokułami. Region słynie zresztą nie tylko z pstrągów dziko żyjących w jeziorze, ale również z licznych hodowli tych smacznych ryb. Robert Makłowicz odwiedza jedną z takich hodowli. Później wycieczka po zabytkowym miasteczku Arco, które za czasów habsburskich było znanym kurortem. Do dziś organizuje się tam karnawałowe bale w wiedeńskim stylu. Po spacerze pora na kolejne co nieco: tym razem solone mięso z fasolą, czyli carne salata con fagioli. Do tego pyszne miejscowe wino. Z Arco ekipa rusza do Canale - średniowiecznego miasteczka znajdującego się na liście stu najpiękniejszych i najcenniejszych architektonicznie miejsc we Włoszech. W tym niezwykłym miejscu pora na kolejne danie: na placyku w Canale Robert Makłowicz przygotowuje papardelle z wątróbką i grzybami na słodkim winie.
Czas trwania: 25min. / 2008 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): W tym odcinku znany krytyk kulinarny rozpoczyna swoją podróż po Ekwadorze. Zwiedzanie kraju zaczyna od jego stolicy - Quito, które jest jednym z najstarszych miast kontynentu i jednocześnie jedną z najwyżej położonych stolic świata. Roberta Makłowicza interesują nie tylko zabytkowe budowle i sztuka z okresu hiszpańskiej konkwisty; przemierza on również miasto w poszukiwaniu miejscowych owoców i warzyw na ulicznych targowiskach, odwiedza rybny sklep samoobsługowy, raczy się deserami w tradycyjnej lodziarni, tańczy salsę w salsotece, a nawet je uroczysty obiad z burmistrzem Quito, partnerskiego miasta naszego Krakowa.
Czas trwania: 24min. / 2008 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Starorzymską drogą Via Julia Augusta prowadzącą z Aquilei na północ, na tereny dzisiejszej naddunajskiej Austrii, Robert Makłowicz przemierza całą prowincję Friuli Wenecja Julijska. Na odcinku zaledwie 100 km między nadmorskim Grado a górskim Sauris niemal zupełnie zmienia się krajobraz, klimat i kuchnia. Zaczynając swoją podróż wśród adriatyckich ryb i mięczaków, krakowski smakosz kończy ją w Alpach Karnijskich, pośród wędzonych serów, szynek i boczków. Po drodze zwiedza friulańskie winnice, korzystając z intrygującej oferty drink and drive.
Czas trwania: 25min. / 2008 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Na "wyspie jak wulkan gorącej" pięknych piaszczystych plaż jest chyba nie mniej niż basenów hotelowych. Hoteli zaś najwięcej jest na północnym wybrzeżu. Tutaj skupia się większość hotelowego i plażowego życia. Piasek na plażach jest tak drobny i biały jak pszenna mąka. Tutejsze hotele to raczej tzw. resorty, czyli ogromne ośrodki wielkością zbliżone do Andorry czy San Marino. Robert wybiera się w rejs łodzią motorową. Popłynąć można we wszystkich kierunkach, byle nie na Florydę. Kuba leży 40 km od Bahamów i 120 km od Florydy. Ucieczki morskie to najnowsza historia Kuby. Ludzie podejmują takie próby od lat 60. Często tragiczne. Nie uciekają raczej na motorówkach, ale na tratwach zbitych z byle czego. Łodzie wynajmuje się w jeszcze jednym celu: do połowu marlinów. To był ulubiony sport Ernesta Hemingwaya. Woda tutaj ma kolor lazurowy i jest tak krystaliczna, że widać rafę koralową. A co dopiero jak się zanurkuje. Łódź Roberta cumuje w zatoce Buena Vista. Plaża jest pusta i dobrze utrzymana. Na pomoście prowadzącym do altany na wodzie Robert przyrządza karaibski przysmak: enchilado de camarones, czyli krewetki w sosie. W latach 90. , po upadku bloku wschodniego, kubański rząd szukał dewiz i zaczął inwestować w turystykę. Wybudowano wtedy imponującą groblę, którą nazwano Cayo Santa Maria. Nie można jednak tu przyjechać ot tak sobie. Na grobli stoją posterunki, żeby tu wjechać, trzeba mieć meldunek hotelowy. Najsłynniejsze kubańskie miejsca plażowe znajdują się na półwyspie Varadero. Wiekszość hoteli działa tu w systemie "all - inclusive", zatem kelner poda wszystko, nawet śniadanie w altanie na plaży. Kolejna atrakcja to rejs katamaranem po otwartym morzu. Trzeba zabrać ze sobą paszporty, bo choć pozostajemy na wodach terytorialnych Kuby, to można się spodziewać kontroli. Cel wyprawy to delfinarium, które znajduje się na środku zatoki. Po spotkaniu z delfinami pora na posiłek. W kabinie katamaranu czeka na Roberta stół zastawiony owocami morza. Są krewetki duszone w maśle z pietruszką i czosnkiem, ryba panierowana w cieście i ogon langusty. Varadero swoją pozycję słynnego kurortu zawdzięcza jednemu człowiekowi. W latach 20. amerykański miliarder Irene Dupont kupił tu 200 hektarów gruntu i 8 km plaż. Swoją rezydencję Dupont nazwał Xanadu, na cześć legendarnej stolicy mongolskich chanów. Dzisiaj każdy może wypić mojito w wykwintnym barze pana Duponta. Po rewolucji, 12 grudnia 1963 r. , skonfiskowaną rezydencję otwarto jako państwowy hotel. Uroczystość uświetniła Walentina Tiereszkowa. Tego samego dnia w Stanach Irene Dupont oddał ducha Bogu. Związki Varadero z kosmosem nie ograniczają się do jednej wizyty Tiereszkowej. W latach 70. wybudowano tu Dom Kosmonautów, dla tych, którzy wrócili z międzygwiezdnych podróży. Słońce nad Varadero zaszło błyskawicznie, jak to na Karaibach. Na kolację Robert wybrał restaurację bufetową. Jest tu wszystko. Dania z całego świata - od smażonych na płycie miejscowych camarones, czyli surowych krewetek, po pieczeń wieprzową. Robert wybiera dania wybitnie kubańskie i mało dietetyczne: ryż z fasolą, placki z zielonych bananów i prosię z chrupiącą skórką.
Czas trwania: 25min. / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): W tym odcinku Robert zaprasza widzów do Monachium na Oktoberfest. Słynne niemieckie chmielowe dożynki odbywają się na przełomie września i października i trwają prawie dwa tygodnie. Ze względów praktycznych Robert udaje się do Monachium pociągiem i już na dworcu tonie w tłumie turystów zjeżdżających z całego świata na to jedyne w swoim rodzaju święto piwa. Impreza zaczyna się o godzinie 11 paradą gospodarzy. Biorą w niej udział cechy rzemieślnicze, orkiestry i miejscowe browary, które mają prawo sprzedawać swoje piwo w ustawionych na błoniach ogromnych namiotach. Tam przy dźwiękach bawarskiej muzyki chmielowy napój leje się strumieniami. Na tychże błoniach w 1810 roku odbył się huczny festyn z okazji ślubu bawarskiego księcia Ludwika z księżniczką Teresą. Zabawa była tak udana, że postanowiono powtarzać ją co rok. Ale tradycja jesiennych dożynek chmielowych jest w Bawarii jeszcze starsza. Związana jest z tzw. Prawem Czystości z roku 1516 określącym, jakie składniki może zawierać piwo. Co ciekawe w październikowym święcie uczestniczą też winiarze. W Bawarii piwo i wino w jednym stoją domu. Jednak esencją zabawy jest degustacja piwa połączona z sutym posiłkiem. Menu Oktoberfestu to nie tylko golonka i kiełbaski, ale też kurczak po wiedeńsku, cynaderki, flaczki i płucka na kwaśno oraz bawarska zupa piwna z grzankami na maśle. Kto mdleje na myśl o golonkach i wieprzowych pieczeniach, może skorzystać z oferty rybnej. Serwowane są ryby pieczone na ruszcie i ryby na zimno. Jest też rybna garmażerka; podawane w bagietkach śledzie, krewetki, rzeczne raki, łosoś. Po uczcie na błoniach, zgodnie z tradycją, należy udać się do któregoś z popularnych monachijskich lokali. Robert odwiedza Weisses Bräuhaus. Lokal działa od XVI wieku. Degustacja odbywa się w sali na pietrze. Robert zamawia trzy dania z podrobów: cynaderki, wątróbkę i Voressen z flaczków, grasicy i płucek na kwaśno. Z pewnością można się dobrze najeść.
Czas trwania: 25min. / 2013 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Robert Makłowicz odwiedza Armenię - kolebkę chrześcijaństwa. Kraj ten przyjął chrzest już w 301 roku jako pierwsze państwo na świecie. Wokół stolicy kraju jest mnóstwo wspaniałych zabytków z tamtej epoki, a wśród nich budowle wzniesione przez pierwszego katolikosa: katedra w Echmiadzin, miejsce przechowywania cennych relikwii, i częściowo wykuty w skale klasztor Geghard. Podróż wokół Erywania jest okazją do poznania chaczkarów - unikatowych kamiennych tablic z motywem krzyża oraz oryginalnego ormiańskiego alfabetu. W bogatej karcie dań z Armenii znajdzie się pieczona tradycyjną metodą jagnięcina, kebab na szpadkach, ormiańsko - gruzińskie pierogi chinkali, chleb lawasz, i sałatka z czerwonej fasoli z orzechami i ziołami.
Czas trwania: 25min. / 2009 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Był rok 896 po Chrystusie, kiedy wycieńczone długą wędrówką spod południowych stoków Uralu plemiona madziarskie zjawiły się w dorzeczu Cisy i Dunaju. Taki był początek państwa węgierskiego. Jego 1000-lecie hucznie świętowano w Budapeszcie pod koniec XIX wieku. Dzisiaj pójdziemy rocznicowym szlakiem. Z okazji Millenium rozpisano konkurs na nowy gmach parlamentu. Zwycięski projekt wzorowany był na Pałacu Westminsterskim w Londynie. Pod względem wielkości gmachu węgierski parlament jest jednym z największych na świecie. Gdyby dziś Węgrzy zbudowali coś takiego, uznano by to za megalomanię. Ale w roku 1867 Węgry stały się częścią Austro-Węgier, jednego z najważniejszych imperiów ówczesnego świata. Z okazji tak ważnej rocznicy wzniesiono w Budapeszcie wiele innych gmachów, nie tylko parlament. Każda dzielnica otrzymała nową halę targową. Tę w Peszcie projektował sam Gustaw Eiffel. Nitowana konstrukcja przypominająca wieżę Eiffla czy Dworzec Nyugati, tu w Budapeszcie ma trzy poziomy: na dole ryby, na piętrze bary i restauracje, a madziarskie dobra spożywcze na parterze. Krytyk kulinarny z Krakowa zwraca też uwagę na takie drobiazgi jak np. sznury suszonych czuszek, rzędy butelek wina tokajskiego, gęsie skwarki, gęsi smalec, kacze i gęsie wątróbki foie - gras. Kolejny punkt milenijnego szlaku to rejs statkiem wycieczkowym po Dunaju. Podczas rejsu Robert przyrządza danie odcinka, jest to pörkölt, czyli gulasz z wieprzowiny z papryką. Po zejściu na ląd Robert udaje się do dzielnicy żydowskiej, która znajduje się w kwartale ulic Andrassy, Karoly, Rakoczi i Erszebet. W Budapeszcie żyje dziś prawie 100 - tysięczna żydowska diaspora. Wielka Synagoga zbudowana w stylu mauretańskim jest trzecia pod względem wielkości w świecie. Przed synagogą stoi Pomnik Ofiar Holokaustu w kształcie wierzby płaczącej. W całej żydowskiej dzielnicy działa ponad 20 synagog, a licząc z tymi urządzonymi w prywatnych mieszkaniach - ponad 30. A skoro są synagogi, to są i koszerne restauracje. Jedna z nich nazywa się Carmel. Robert zamówił tu rosół z knedlami z macy i czulent wołowy, a do tego humus plus koszerna palinka. Z restauracji Robert udaje się na Szimpla Market. To artystowski żydowski targ zainstalowany w dawnym pustostanie przy Kazinczy utca. Dobre rzeczy do jedzenia: sery, kanapki, wędliny i madziarskie czarne trufle sprzedają tu wyłącznie ich producenci. Jest też kino wyświetlające filmy z lat 60. Metro to kolejna ważna inwestycja millenijna. Pierwszą linię otwarto już w roku 1896. Dzisiaj to linia żółta. A zaszczytu inauguracji dostąpił oczywiście cesarz Franciszek Józef z małżonką, cesarzową Sissi. Najstarszym metrem w Europie jest podziemna kolej w Londynie. To w Budapeszcie plasuje się na drugim miejscu. Jadąc tą linią, można dotrzeć do następnej atrakcji na millenijnym szlaku, do placu Bohaterów. Na płycie placu stoi monumentalny Pomnik Tysiąclecia. Pod koniec XIX wieku miasto jeszcze tutaj nie sięgało. Po co więc linię metra doprowadzono tak daleko? Bo tutaj, na dawnym przedmieściu, urządzono wielką wystawę millenijną. Miał to być przegląd dorobku państwa węgierskiego. Plac Limanowej jest zdecydowanie mniej reprezentacyjny niż plac Bohaterów, ale za to bardzo bliski tym Madziarom, którzy interesują się historią. W grudniu 1914 r. na wzgórzu Jabłoniec nad Limanową miał miejsce historyczny bój między wojskami austro-węgierskimi a rosyjskimi. Gdyby nie to węgierskie Monte Cassino, na tych ziemiach już wtedy zaczęłyby dymić samowary. Ostatni etap milenijnego szlaku to wizyta u słynnego Gundela, kulinarnej wizytówki Budapesztu. Ten adres znali dobrze smakosze już w XIX wieku. Miejsce to stworzył Karoly Gundel, najsłynniejszy kucharz węgierski. Na czym polegał jego fenomen? Prostą, często pasterską kuchnię madziarską podniósł do rangi sztuki. Tymczasem Robert zasiada już do stol
Czas trwania: 25min. / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Wystarczy przejechać niecałe 200 km od Erywania, żeby znaleźć się w innej strefie klimatycznej. Niespotykane w innych regionach Armenii gęste lasy zdobią pejzaż kolorami jesieni. W dolinie rzeki Debed ponure instalacje przemysłowe kombinatu miedziowego w Alawerdi kontrastują z pięknem i lekkością średniowiecznych zabytków sakralnych, takich jak klasztor Haghpat, wpisany na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO czy twierdza Ahtala z jej unikatowym prawosławnym kościołem. We wsi Dzoraget oglądamy mały pokaz możliwości kulinarnych szefa kuchni miejscowego hotelu, a w uzdrowisku Dilidżan spróbujemy placków lahmadżo, zwanych armeńską pizzą. Smaczną rybę sig z jeziora Sewan gospodarz programu piecze na szpadkach na węglu drzewnym.
Czas trwania: 25min. / 2009 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Na północ od stolicy Węgier najdłuższa rzeka zachodniej Europy tworzy malownicze zakole. Dunajski brzeg w tej okolicy zdobią takie perły jak kameralne miasteczko Szentendre, wyniosły Wyszehrad czy monumentalny Ostrzyhom. Historia Szentendre związana jest z historią Serbii. Po przegranej bitwie na Kosowym Polu w XIV wieku Serbowie uciekali przed ekspansją turecką. Dotarli aż tutaj i założyli Szentendre. Dziś już ich nie ma, ale zostały po nich pamiątki. Jak np. krzyż postawiony z radości, że miasto ominęła epidemia dżumy. W historycznym Szentendre w barze pod drzewami Robert ma okazję spróbować klasycznych langoszy, najbardziej typowych węgierskich placków. Ich receptura jest bardzo stara. Najpierw były to podpłomyki z zaczynu chlebowego, pieczone w piecu. Później do ciasta zaczęto dodawać starte ziemniaki, a placki smażono w głębokim tłuszczu. Ot, taka madziarska pizza! Dla nieznających języka węgierskiego ciekawostką będzie zapewne, że Szentendre to po polsku święty Andrzej. Chodzi o św. Andrzeja apostoła, który był rybakiem. Jakże logiczny patron dla miasteczka, którego mieszkańcy nie tylko produkowali wino, ale i łowili ryby. Kolejnym odwiedzanym miejscem w Szentendre jest restauracja Rab Rabi. W sali z bogatym wystrojem historycznym Robert degustuje zupę rybną podawaną w kociołku. Rab Rabi to postać z powieści historycznej Móra Jókaia i nazwa tego lokalu. Jókaiowi dedykowana jest w kuchni węgierskiej słynna zupa bableves - fasolowa na wędzonym boczku. Robert woli jednak zupę rybną halaszle, w wersji korhely, czyli z kwaśną śmietaną. Gdy je się taką zupę rybną, w Szentendre z radości biją w dzwony. Węgry są prawdziwą marcepanową potęgą, a zawdzięczają tę swoją mocną pozycję cukierniczemu wizjonerowi, jakim był pochodzący z Szentendre Karoly Szabó. Jego tradycje kontynuuje do dziś mistrz Karoly Szamos. Marcepanowe dzieła można podziwiać w Muzeum Marcepanu. W sali na piętrze są figury marcepanowe na różne okazje: Michael Jackson o wadze 62 kg, gmach parlamentu w Budapeszcie, cesarzowa Sissi z Franciszkiem Józefem i ostatnia para cesarska Austro-Węgier, Zyta i Karol. Skanseny można znaleźć na całym świecie, ale Węgrzy szczególnie kochają swoją rustykalność. W Szentendre Robert ogląda zagrodę z okolic Györ, z tzw. Małej Niziny Węgierskiej. Jest tu kuchnia, klepisko przed piecem zamiatane miotłą kukurydzianą, ozdobna ceramika na gzymsie. I jest gospodyni, która wyrabia kluseczki fryzowane do rosołu. Robert też się udziela, wyjmując z pieca gotowe pszenne bułeczki. Węgrzy, zwłaszcza na wsiach, jedzą niemal wyłącznie białe pieczywo z pszennej mąki. Za nic nie chcą się przerzucić na zdrowsze: ciemne, żytnie. W pobliskim pałacu Gödöllo Robert spotyka jak żywą cesarzową Sissi. W pałacowej sali jest dziś stylowa kawiarnia. Podają w niej ulubione smakołyki cesarzowej. Ale na porządny posiłek należy udać się do czardy. W miejscowości Domonyvölgy, w stadninie braci Lazarów, można obejrzeć - oprócz koni - węgierskie szare bydło i świnie rasy mangalica. W takim miejscu Robert nie proponuje jednak widzom tatara z koniny, lecz przywołując serbskie tradycje kulinarne, zaprasza na rac ponty, czyli zapiekanego karpia. Karp zapieczony w brytfannie, ozdobiony grzebieniami z wędzonej słoniny wygląda wspaniale. Kiedy danie jest gotowe, trzeba je jeszcze oprószyć słodką papryką. Dunaj wije się najbardziej malowniczo pod miastem Esztergom, po naszemu Ostrzyhom. Leżące na wzgórzu miasto jest jednym z najstarszych na Węgrzech. Dla Madziarów to święte miejsce, ich pierwsza stolica. Tutaj był ochrzczony i koronowany św. Stefan. Według niektórych źródeł chrztu św. Stefanowi udzielił św. Wojciech, patron katedry w Ostrzyhomiu, największej i najważniejszej świątyni katolickiej na Węgrzech. Kolejnym odwiedzanym miastem jest Visegrad, czyli zamek na wzgórzu. Polsk
Czas trwania: 25min. / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Przez południowe tereny dzisiejszej Armenii przebiegał w średniowieczu Jedwabny Szlak, arcyważna arteria handlowa ówczesnego świata. Jej ślady w postaci dawnych mostów i kamiennych karawanserajów można bez trudu odnaleźć w prowincji Wajoc Dzor. Południe kraju słynie również z uprawy owoców, a na wulkanicznych glebach świetnie udaje się winorośl. Pod XIII - wiecznym mostem na rzece Arpa podróżnik z Krakowa gotuje jagnięcinę z suszonymi morelami, a w górskim uzdrowisku Dżermuk na szczycie przewyższającym tatrzańskie Rysy odprawia ceremoniał spożywania wyjątkowo cenionej przez Ormian zupy hasz. Wielkie atrakcje, nie tylko spożywcze, oferuje festyn z okazji święta plonów w mieście Eghegnadzor, czyli dożynki po ormiańsku.
Czas trwania: 25min. / 2009 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Panorama obu brzegów Dunaju z Góry Gellerta pięknie obrazuje genezę miasta, utworzonego z górzystej Budy i nizinnego, płaskiego Pesztu. Jeśli chcemy zwiedzać Budapeszt chronologicznie, tak jak powstawała tkanka miejska, trzeba zacząć od Budy. Peszt jest płaski, jego dzisiejszy kształt to XIX wiek. Buda zaś jest średniowieczna. Dzięki położeniu na wzgórzach omijały ją powodzie. Z dawnych murów obronnych, z imponującą Basztą Rybacką, rozciąga się widok na kolorowe dachówki kościoła pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny Budziańskiej, zwanego kościołem Macieja Korwina. Gdy jego ojciec, Jan Hunyady, w 1456 r. odniósł zwycięstwo nad Turkami pod Belgradem, z wieży kościelnej w południe uderzono w dzwony. Ten zwyczaj przyjął się w całej chrześcijańskiej Europie. W Budzie Robert odwiedza restaurację Josefa Bocka, zasłużonego winiarza z Villanyi nad granicą chorwacką. Pan Bock jakiś czas temu otworzył w Peszcie bistro. Odniosło sukces, więc otworzył jego filię w Budzie. W każdą sobotę robią tu tradycyjną zupę rybną z karpia - ponty halaszle. Josef Bock odmłodził tradycyjną węgierską kuchnię. Oprócz zupy Robert degustuje trzy inne dania podane jako przystawki. Pierwsze z nich to tarhonya z żołądkami drobiowymi. Tarhonya to węgierski makaron podobny do naszych zacierek. Dwa pozostałe dania to foie gras z wędzonym węgorzem i grasica jagnięca. Dodatkowo szef kuchni przynosi pieczoną koźlinę i kabaczka duszonego po madziarsku. Pan Bock ma też wielki wybór win - ze wszystkich okręgów winiarskich Węgier. Na promenadzie w Varkert Bazar Robert gotuje danie odcinka: paprykarz z suma z łazankami z serem. Varkert Bazar to ogrody pod zamkiem królewskim w Budzie, skąd rozciąga się piękny widok na Dunaj. Dawniej odbywał się tu handel. Potem w dzisiejszych ogrodach urządzano zabawy ludowe. Pobyt w Budzie kończy wizyta w słynnych Łaźniach Gellerta. Zanim skorzysta się z kąpieli, warto przyjrzeć się architekturze tej budowli. Jest to schyłek secesji. Łaźnie zaczęto budować jeszcze przed I wojną światową, otwarto zaś w roku 1918. Fenomen Budapesztu polega też na tym, że bije tu 130 źródeł termalnych, więc to wielkie miasto jest jednocześnie uzdrowiskiem. Basen w łaźniach Gellerta jest najsłynniejszy. W 1913 r. wodę przykryto szklaną taflą, na której rozpasane towarzystwo tańczyło, a na balkonach grała orkiestra. W mniejszych basenach woda ma 40 C. Są w niej drobne bąbelki, które oklejają ciało, dzięki czemu mikroelementy lepiej wnikają w skórę. Przez most łańcuchowy Robert przeprawia się na drugi brzeg Dunaju - do Pesztu, gdzie czeka mnóstwo kulinarnych atrakcji, np. restauracje z gwiazdką Michelina. W Budapeszcie są takie cztery. Jedna z nich nosi nazwę Borkonyha. Jej wnętrza cechuje surowa elegancja, ale dobra kuchnia nie wymaga barokowych ornamentów. Robert degustuje przystawki: przegrzebki i kaczą wątróbkę foie gras w sosie gruszkowym. Do tego kieliszek tokaju ze szczepów harslevelu i furmint. Borkostolo to po węgiersku degustacja wina. Robert odwiedza winiarnię Doblo. Jej właściciel serwuje wyłącznie wina węgierskie. Trudno, żeby było inaczej w kraju, w którym są 22 okręgi winiarskie i 200 zarejestrowanych szczepów winogron. W winiarni Doblo Robert raczy się czerwonym winem ze szlachetnego szczepu kadarka. Cafe Gerbaud to słynna XIX - wieczna kawiarnia. Założył ją szwajcarski cukiernik Emil Gerbaud, który pod koniec ubiegłego wieku przybył do Budapesztu. Kawiarnia wygląda tak, jakby czas się zatrzymał. W jej stylowych wnętrzach Robert zamawia torcik czekoladowy i kawę. Pożegnalną kolację ekipa programu zje w Karpatia Etterem. Ta zabytkowa restauracja działa nieprzerwanie od 1877 r. Jej wnętrze jest prawie niezmienione. Maitre d'hotel prowadzi Roberta do stolika przez korytarz i salę. Gra kapela cygańska. Menu typowo węgierskie: zupa gulaszowa i paprykarz cielęcy
Czas trwania: 25min. / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Celem kulinarno - podróżniczego programu Roberta Makłowicza, jest przekazanie praktycznej wiedzy, związanej z podróżami i odwiedzanymi miejscami. W tym sezonie zimowym Robert Makłowicz wybrał się na narty do Austrii: region Ski Amade rozciąga się na południe od Salzburga aż po Taury w zachodniej Styrii. Jak wiadomo, można tam liczyć nie tylko na świetnie przygotowane stoki, ale i doskonałą, choć niezbyt dietetyczną, kuchnię. Wierny tradycji austro - węgierskiej podróżnik z Krakowa przyrządza sobie na górskiej hali narciarską wałówkę według przepisu na myśliwski prowiant cesarza Franciszka Józefa. W leśnej restauracji próbuje miejscowej specjalności: żeberek z patelni z knedlami, duszoną kapustą i świeżo startym chrzanem, a przed zamkiem grafów von Platz sam gotuje serowe knedle z sałatą i obowiązkowym w kuchni styryjskiej olejem z pestek dyni.
Czas trwania: 24min. / 2010 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Białe słońce przegania mgiełkę znad morza i zmienia jego toń w lazur. Wiaterek szemrze w koronach palm. Poranek w południowej Dalmacji. Robert Makłowicz na tarasie hotelu w miejscowości Orebić raczy się śniadaniem. Na stoliku typowy zestaw - w miejscowym języku velike makjato - wzbogacony o strudel z jabłkami. Dalmacja to kraina historyczna w Chorwacji, Bośni i Hercegowinie oraz Czarnogórze, na wschodnim wybrzeżu Adratyku. Trasa podróży przez południową Chorwację prowadzi z półwyspu Peljesac aż za Dubrovnik, do mniej turystycznego regionu Konavle. Najbliższy ląd to wyspa Korcula i nieco dalsza wyspa Mljet. Na końcu półwyspu, w cichej zatoczce, schowała się wioska Loviste. Nawet w sezonie nie ma tam tłumów. Tutaj krakowski smakosz uczył się podstaw dalmatyńskiej kuchni. Wraz z nim odwiedzamy nadmorską restaurację. Jej właściciel Gordan Matijasević wyciąga właśnie z wody kosz z langustami i zaprasza na degustację sałatki, której głównym składnikiem jest ten skorupiak. W kieliszkach białe wino, a rozmowa dotyczy dalmatyńskiej kuchni. Półwysep Peljesac to nie tylko ryby i skorupiaki. To także jedno z najsłynniejszych miejsc w Dalmacji, gdzie uprawia się winorośl. W miasteczku Orebic krakowski podróżnik degustuje najbardziej znane gatunki miejscowego czerwonego wina: postup i dingac. Znad morza Robert jedzie do wnętrza półwyspu, gdzie jest o kilka stopni chłodniej. Winiarską stolicą środka półwyspu jest miasteczko Kuna. Kiedyś ludne, w czasie II wojny spalone, dziś ma niewielu mieszkańców, głównie winiarzy. W Kunie Peljeskiej wina można się napić w rodzinnych konobach. Konoba to rodzaj gospody we wnętrzach miejscowych domów. Oprócz wina można tu także dostać coś do jedzenia. Gospodarze, z którymi Robert gawędzi po chorwacku, podają wino czerwone i różowe. Do tego dalmatyńskie przysmaki, m.in. z dzikich szparagów. Po degustacji Robert udaje się na przechadzkę. Droga, po której stąpa, została wytyczona w czasach Austro-Węgier, a jej najstarszy odcinek pochodzi z czasów napoleońskich. Danie główne odcinka to manitra, czyli makaron po dalmatyńsku w sosie z młodym bobem i kalmarami. Robert przyrządza je w nadmorskim miasteczku Trstenik. Swoją winiarnię ma tutaj legendarny winiarz, pan Miljenko Grgić, jeden z ojców założycieli winiarstwa w Kalifornii, który na starość powrócił do ojczyzny przodków, by i w Chorwacji szerzyć winiarską kulturę. Peljeska winiarnia pana Miljenka, który ma dziś 92 lata, to w porównaniu z jego kalifornijskimi biznesem winnym skala kieszonkowa - tylko dwa szczepy: posip z Korculi i plavac mali z Peljesca. Plavac mali to ojciec kalifornijskiego szczepu zinfandel. Emigranci z Dalmacji zawieźli szczepy plavac mali do Stanów. Miasteczko Cavtat to dziś niewielki kurort. Na nabrzeżu przystani tłumy turystów. Walory tego regionu docenili już starożytni Grecy, którzy założyli tu kolonię o nazwie Epidaurum. Cavtat to wrota do regionu Konavle. Żeby zrozumieć istotę tego miejsca, trzeba oddalić się od morza. Tam są góry małe, tutaj wielkie, a pomiędzy nimi "polje" - tak się nazywa na Bałkanach szeroka, płaska dolina, gdzie uprawia się winorośl. Kolejne zwiedzane miasteczko to Gruda. Na słonecznych ulicach można zobaczyć turystów na rowerach. Miejscowi, jeśli jeżdżą, to samochodami, albo siedzą w kawiarniach. Latem odbywają się tu zabawy i festyny ludowe z mnóstwem lokalnych przysmaków. Ostatni etap podróży to niewielki półwysep Prevlaka, kres dzisiejszej Dalmacji. Pierwsza góra na horyzoncie to granica z Czarnogórą. Dalej jest Bośnia i Hercegowina. Prevlaka to brama do Boki Kotorskiej, która kiedyś też była Dalmacją. Stacjonowała tam austro-węgierska marynarka wojenna.
Czas trwania: 25min. / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Celem kulinarno - podróżniczego programu Roberta Makłowicza, jest przekazanie praktycznej wiedzy, związanej z podróżami i odwiedzanymi miejscami. W swojej kolejnej podróży, tym razem po Austrii podróżnik zawitał w dolinie Gastein. Słynąca w średniowieczu z wydobycia drogocennych kruszców dolina w Wysokich Taurach dziś znana jest przede wszystkim ze swoich walorów uzdrowiskowych i jako centrum sportów zimowych. W leczniczych wodach Gasteinertal, które badał słynny doktor Paracelsus, austriaccy monarchowie zażywali kąpieli już w XV wieku, a w dziewiętnastym stuleciu Bad Gastein zmieniło się w elegancki kurort, chętnie odwiedzany przez koronowane głowy i światową śmietankę towarzyską. Przy miejskiej promenadzie krakowski znawca kuchni przyrządza Kaiser Schnitzel z kluskami i sosem według historycznego przepisu. Podążając śladami cesarza, w stylowej kawiarni hotelowej kosztuje trzech rodzajów klasycznych strudli.
Czas trwania: 25min. / 2010 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Mało jest krajów takich jak Chorwacja - z bogato rozwiniętą linią brzegową i tyloma wyspami wymagającymi połączeń promowych. Największą i najbardziej oddaloną od lądu jest dalmacka wyspa Lastovo. Historia Lastova w telegraficznym skrócie przedstawia się następująco. Do wojen napoleońskich wyspa należała do Republiki Dubrownickiej. Potem wchodziła w skład utworzonych przez Napoleona Prowincji Iliryjskich. Po kongresie wiedeńskim w 1815 r. należała do Austrii, a od 1867 r. do Austro-Węgier. W okresie dwudziestolecia międzywojennego były tu Włochy. Po II wojnie, w czasach Jugosławii, Lastovo było bazą marynarki wojennej. Do dziś pozostały na wyspie wykute w skałach tunele, w których cumowały kutry rakietowe i okręty podwodne. W tamtych czasach cudzoziemcy, ale też i Jugosłowianie mieli zakaz wstępu na wyspę. Dziś armię wypiera sztuka. Na wyspie odbędzie się bowiem koncert muzyki Szostakowicza - widzowie siedzą na łodziach, a kwartet smyczkowy ulokował się na skałach. Stolicą wyspy jest niewielkie miasto o tej samej nazwie, malowniczo położone na wzgórzach. Miasto usytuowane jest w głębi lądu, a nie na wybrzeżu, bo to właśnie z morza przychodziło niebezpieczeństwo. W stolicy Robert podziwia architekturę z czasów Republiki Dubrownickiej i słynne lastowskie fumari, czyli ozdobne kominy. Komin to po chorwacku dimnjak, ale tutaj nazywa się go z włoska fumar. Fumary to symbol miasteczka. Ich wysokość pełni funkcję praktyczną, zapewnia lepszy cug. Niegdyś był to również symbol statusu społecznego. Wody wokół Lastova są najżyźniejsze na Adriatyku, dlatego mieszkańcy wyspy od zawsze łowili ryby. Dziś też łowią, ale przede wszystkim obsługują turystów. Robert zwiedza wioskę rybacką o nazwie Lucica, niegdyś morskie okno na świat stolicy wyspy. Wioska i latarnia morska z XIX wieku to obiekty tzw. turystyki kwalifikowanej - w dawnych domach rybaków można dziś spędzać wakacje. Zatoczka Solitudo - w sezonie aż roi się tu od jachtów i katamaranów. Cumują przy nabrzeżu i przy bojach, zajmując całą przestrzeń. W zatoce jest hotel z restauracją, gdzie Robert degustuje zupę rybną i miejscowe specjały. A co się tutaj jada? Na całej wyspie nie ma ani jednego supermarketu, są tylko niewielkie sklepiki. W nich produkty przywożone promem - w puszkach albo kartonach. Ale podstawą menu są rzeczy lokalne. Oliwa (na wyspie rosną dwie endemiczne odmiany oliwek: piculja i lastovka), wino, smażone kalmary, langustynki, drapieżna ryba skorpena i ziemniaki z blitwą, czyli botwiną. Claudio Magris, włoski eseista, pisał o śródziemnomorskich mikrokosmosach kultywujących swą odrębną tradycję, niepodatnych na wpływy. Lastovo to doskonały tego przykład. Niewielka wyspa: niezmieniona przyroda, architektura jak z Republiki Dubrownickiej i własny język - dialekt dalmacki z wpływami włoskimi. Każdy kamień tutaj, każde tutejsze słowo, warte są więcej niż tona złota. Z Lastova Robert płynie na wyspę Mljet uznawaną za najzieleńszą wyspę Adriatyku; niektórzy twierdzą, że w ogóle Śródziemnomorza. A to dzięki odwiecznym lasom piniowym. Wszędzie czuć tu zapach żywicy i miodu. Stąd zresztą nazwa wyspy Mljet. W roku 1960 na Mljecie ustanowiono park narodowy. Atrakcją wyspy jest też słone Wielkie Jezioro, na środku którego, na małej wysepce, już w XII wieku założyli klasztor benedyktyni z Gargano w Apulii. A co jadali tutejsi wyspiarze? Nie ryby. Te sprzedawali. Podstawą ich jadłospisu była ośmiornica, która jest też daniem odcinka. Na kamiennym nabrzeżu Robert gotuje ośmiornicę na czerwono. Atrakcją Mljetu są też piaszczyste plaże, co w Dalmacji, nad Adriatykiem jest prawdziwą rzadkością. Jaka jest główna różnica między Lastovem a Mljetem? Na Mljecie nie ma miast, same sioła. Robert podziwia nadmorską wioskę Polace. Już Rzymianie traktowali ją letniskowo i rekreacyjnie. Swój pała
Czas trwania: 25min. / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): W tym odcinku Robert zwiedza Czarnogórę. Kotor, Prcanj, Tivat, Gornja Lastova i Perast to miejscowości, które odwiedzimy, podróżując wokół słynnej Boki, czyli Zatoki Kotorskiej, która należała kiedyś do Republiki Weneckiej. Nazwa "boka" pochodzi od włoskiego słowa "bocca" oznaczającego usta. Z lotu ptaka bowiem zatoka przypomina usta. Program wyprawy pęka w szwach: mury obronne, architektura romańska, place w stylu weneckim, przystań jachtowa dla milionerów, autentyczny okręt podwodny, średniowieczna tłocznia oliwy i górski kościółek - rówieśnik Bitwy pod Grunwaldem. Sporo atrakcji również na talerzu: tatar z wołowiny Wagyu, foie gras z galaretką z porto, słodkie priganice z miodem, ośmiornica i morskie ryby. W autorskim wykonaniu Roberta, przyrządzane pod kaplicą Matki Boskiej Ryżowej risotto Risi e bisi z jagnięciną. Lord Byron twierdził, że Boka Kotorska to najpiękniejsze w świecie połączenie gór i morza. Kotor zaś to dawne weneckie miasto o strategicznym położeniu z potężną fortyfikacją, dziś także opasane murami obronnymi. Turcy, odwieczny wróg miasta, nigdy Kotoru nie zdobyli. Groźniejsza okazała się przyroda; trzęsienia ziemi nawiedzały ten region kilkakrotnie. Współczesność miasta to tłumy turystów i miejscowi, żyjący w tych historycznych dekoracjach. Szczęśliwie nasi przodkowie nie budowali z płyt gipsowych ani paździerza, więc trzęsienia ziemi nie wyrządziły większych szkód w zabytkowej tkance miasta. Przykładem jest XIII - wieczna romańska kolegiata p. w. NMP. Plątanina wąskich uliczek sprawia, że Kotor do złudzenia przypomina Dubrownik, ale na głównym placu widzimy weneckość w czystej postaci. Jednym z jej elementów jest wieża zegarowa z początku XVII wieku. Patronem miasta jest św. Tryfon. Odpędza on złe moce, pomaga winogrodnikom i sadownikom, ale też leczy ludzi z chrapania. Drugim odwiedzanym miasteczkiem jest Prcanj, gdzie Robert zatrzymuje się na posiłek. W tradycyjnej konobie, która mieści się w kamiennym domu, nasz podróżnik degustuje miejscowe przysmaki. W menu: bakalar, czyli suszony solony dorsz, sałatka z ośmiornicy, smażone kalmary z pióropuszami, langustynki, risotto czarne z sepią, risotto czerwone z krewetkami, panierowany plaster rekina, dorada i marynowany tuńczyk. Gornja Lastova to typowa górska wioska. Miasteczko zostało założonew XIII wieku. Robert zwiedza tłocznię oliwy. W ciemnym wnętrzu stoi stara drewniana maszyneria. Kompletnie zachowany młyn oliwny sprzed niemal 500 lat. Na kamiennym dziedzińcu przed gostioną, czyli karczmą odbywa się degustacja. Przed Robertem miska małych pączków, miód, butelka rakiji i kieliszek. Pączki trzeba zamoczyć w miodzie, a potem popić rakiją z morwy. W centralnym punkcie wioski stoi kościółek rzymskokatolicki, wzniesiony w 1410 r. Stąd rozciąga się wspaniały widok na półwysep Vrmac i miasteczko Tivat. Przewodniki niewiele o nim piszą, bo też nie ma tu specjalnych zabytków. Ale jest coś, czego nie znajdzie się na całym Adriatyku. Porto Montenegro - jedna z największych inwestycji jachtowo-hotelowych ostatnich lat. Są tu apartamenty z prywatnymi basenami na dachach. A jachty należą do najbogatszych ludzi świata. W eleganckiej restauracji przy marinie Robert degustuje dwie wykwintne przystawki: tatara z wołowiny rasy Wagyu i foie gras z galaretką z porto oraz jabłkowe chipsy. Atrakcją Tivat jest Muzeum Morskie. Można tu podziwiać dwa okręty podwodne. Kiedyś, za czasów Austro-Wegier Boka Kotarska byłą główną bazą marynarki. W miejscu muzeum była dawniej stocznia i arsenał. Danie odcinka: weneckie risotto z zielonym groszkiem i jagnięciną (risi e bisi), Robert gotuje nad wodą, na malowniczej wysepce, pod kapliczką Matki Boskiej Ryżowej. W tym miejscu zatoka jest najwęższa. Jak chce legenda, przepływał tędy statek wyładowany ryżem, zerwała się burza, kapitan wznosił modły do Matki Bosk
Czas trwania: 25min. / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): W poprzednim odcinku Robert Makłowicz zawędrował do Ekwadoru, teraz kontynuuje swoją ekscytującą podróż po tym kraju. Z symbolicznego "środka" Ziemi, położonego na przecinającym Ekwador równiku, Makłowicz wyrusza na wyprawę do mitycznego El Dorado szlakiem hiszpańskich konkwistadorów, których w XVI wieku w głąb dżungli prowadził odkrywca Amazonki, Francisco de Orellana. Trasa wiedzie przez przełęcz położoną na wysokości ponad 4 tys. metrów. Okazuje się, że to doskonałe miejsce na przygotowanie śniadania. W miasteczku znanym z termalnych źródeł można zjeść świetnego pstrąga a la befsztyk. Na moście zawieszonym nad dopływem Amazonki poznajemy złoto Inków - kaszę bardzo bogatą w cenne składniki odżywcze. W gęstej dżungli mamy z kolei okazję zobaczyć, jak smaży się placki z zielonej odmiany bananów. Na koniec współczesny poszukiwacz El Dorado odkrywa prawdziwe bogactwo dzisiejszego Ekwadoru.
Czas trwania: 24min. / 2008 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): W kolejnym odcinku Robert Makłowicz nadal podróżuje po Ekwadorze i trafia na ekwadorskie wybrzeże Pacyfiku, dużo cieplejsze niż w leżącym na południu Peru, a także bezpieczniejsze niż w sąsiedniej Kolumbii. Oprócz uroków plażowania atrakcją tego regionu są owoce morza. Poznajemy tutejsze sposoby ich przyrządzania, również w wersji na surowo. W trakcie kulinarnych spotkań nad Oceanem Spokojnym w ekwadorskiej prowincji Esmeraldas widzowie będą mogli zobaczyć, jak wyglądają poszukiwane w Europie: małże sercówki, langustynki i dorady. Kupione na targu rybnym i na miejscu oprawione maczetą stanowią składniki wielu dań. Po zachodzie słońca warto odwiedzić szefa kuchni tutejszej nadmorskiej restauracji, który poleca m.in. rybę w sałacie oraz kokos nadziewany krewetkami i zapiekany z parmezanem w specjalnym piecu. Nocą nadmorskie bary oferują egzotyczne, kolorowe drinki.
Czas trwania: 24min. / 2008 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Udine, Gradisca d’Isonzo, San Daniele, Cividale del Friuli, Monte San Michele, Gorizia - oto niektóre etapy na szlaku trzeciej podróży Roberta Makłowicza po północno-wschodnich Włoszech. Na tych terenach, gdzie wciąż pełno śladów dawnego panowania Rzymian, Longobardów, Wenecjan i Habsburgów, jada się trochę inaczej niż w Lazio czy Toskanii. Kiełbaski z polentą i wędzonym serem, frico, czyli ziemniaczany placek z serem montasio, mlinci z pieca, czyli kluski z mąki gryczanej i lody z oliwą, wreszcie kiełbasa musetto ze świńskiego ryja - oto kilka przykładów friulańskiej odmienności i oryginalności kulinarnej. Do tego wina z Carso i Collio czy grappa jednoodmianowa z górnej półki.
Czas trwania: 25min. / 2008 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Głównym miastem Słonecznego Wybrzeża jest Malaga, od niej rozpoczyna się ta andaluzyjska podróż. Malaga nie jest największym miastem regionu, ale ma największe lotnisko, więc turyści traktują je na ogół jako punkt przesiadkowy w drodze na plaże Costa del Sol. Ale warto się w Maladze zatrzymać, bo jest tu wiele ciekawych rzeczy, np. dom rodzinny Picassa, który tu się urodził i muzeum poświęcone jego sztuce. W Maladze przyszedł na świat inny sławny Hiszpan, Antonio Banderas. Korzenie Malagi są fenickie. Po Fenicjanach niewiele zostało. Po nich przyszli Rzymianie. Pozostawili po sobie liczne zabytki, m.in. amfiteatr z czasów cesarza Augusta. Z kolei malageńska starówka została zbudowana na bazie arabskiej mediny. W obrębie starej Malagi jest też wiele zabytków z okresu renesannsu i baroku. Ważnym punktem na mapie Malagi jest miejscowy targ miejski, który mieści się w dawnym arabskim budynku. Przy głównym wejściu są ryby i owoce morza. To logiczne, bo malageńska kuchnia to głównie dary morza. Turystów oprowadzają po targu przewodnicy kulinarni, którzy chętnie pokażą także inne ciekawe miejsca, np. maleńki sklepik, w którym zgromadzono najlepsze malageńskie produkty, jak np. wędliny, z których najbardziej znana jest szynka z okolic Rondy, ma niepowtarzalny smak, bo tamtejsze świnie nie jedzą żołędzi, ale kasztany. Z kolei masło przywożone jest z Asturii, bo w okolicach Malagi hoduje się tylko świnie i kozy, krów tu nie ma. Kolejny obowiązkowy adres na kulinarnym szlaku to sklep z rękodziełem i bar na jego zapleczu. Malaga to również synonim wina, dość specyficznego, wyrabianego ze szczepów Moscatel i Pedro Ximenez. Tutaj są w karcie dwie wersje malagi: palido, czyli blada i anejo, starzona w beczce. Do tego tapas: kawałki chleba, kiełbasa i czereśnie. Palido - mniej słodkie - pasuje do kiełbasy. To ciemniejsze jest bardzo słodkie - do niego najlepsze będą czereśnie. W różnych miastach różne rzeczy wyznaczają upływ czasu. W Maladze wieczór zapowiada pojawienie się na ulicach sprzedawców jaśminowych gałązek. Dlaczego sprzedaje się je wieczorem? Bo jaśmin dopiero wieczorem zaczyna pachnieć. A skoro wieczór, to pora na kolację. W tradycyjnej restauracji El Pimpi Robert próbuje dań miejscowej kuchni: z ryb, ośmiornicy i wieprzowiny. A są to: boquerones (panierowane, smażone sardele), flamenquin (wieprzowa rolada schabowa z cerdo iberico nadziewana szynką), ośmiornica na ziemniakach z czosnkiem, oliwą i pietruszką. Do picia wytrawne wino moscatel. Główny cel przyjazdu dla większości turystów na Costa del Sol to leżąca 15 km od Malagi miejscowość Torremolinos, chyba najsłynniejszy miejscowy adres wypoczynkowy. W szczycie sezonu nie da się tu wetknąć szpilki. Bardzo ważną instytucją plażową są tzw. los chiringuitos, lokale działające na obrzeżach plaż. Kiedyś były to szałasy, dziś restauracje z tarasami. Na jednym z nich Robert przyrządza pez espada, czyli miecznika vel włócznika po malageńsku. Turyści, którym nie chce się już plażować, mogą wybrać się w góry i pojechać do miasteczka Mijas w masywie Sierra Alpujata. Wioski nadmorskie, takie jak Torremolinos, boom turystyczny zmienił w kurorty, ale te leżące nieco wyżej, w górach, wyglądają zwykle tak samo jak kiedyś. Mijas jest najlepszym przykładem typowego białego miasteczka. Robert odwiedza tu Museo del Vino, które nie jest muzeum, ale winoteką. Są tam trunki z całej Hiszpanii, oczywiście prym wiedzie miejscowa malaga. Z Mijas nasz podróżnik udaje się do Marbelli - najsłynniejszego miasta na Costa del Sol. W latach 70. Hiszpania nie miała umowy o ekstradycję z Wielką Brytanią, więc zjeżdżali tu brytyjscy gangsterzy. Potem zaczęli przyjeżdżać zwykli bogacze. Dziś Marbella słynie przede wszystkim z imponujących rezydencji milionerów i ich jachtów w marinie Puerto Bans. Wieczór w Marbelli kończy kolacja
Czas trwania: 25min. / 2015 / magazyn kulinarnyEmisja Makłowicz w podróży miała miejsce:
Opis (streszczenie): Kraina za Tagiem, czyli Alentejo, to ogromne połacie upraw, wśród których przeważają winorośl, dąb korkowy i oliwki. Podróżnik i krytyk kulinarny z Polski odwiedza dwie nowoczesne winnice w okolicach miasta Beja: jedna z nich prowadzi również gospodarstwo agroturystyczne z własną hodowlą zwierząt, stadniną koni, hotelem, basenem i spa. U największego w Portugalii producenta oliwy w Moura Robert Makłowicz przeprowadza fachową degustację tego szlachetnego oleju. W Barrancos, na pograniczu z Hiszpanią, próbuje miejscowych wyrobów wędliniarskich D. O. C. z czarnych świń rasy porco preto. Menu podróży uzupełniają słynne portugalskie dania z solonego dorsza: supremos de bacalhau z ziemniakami w oliwie oraz podawane migas gatas com bacalhau, czyli małe kanapki z dorszem.
Opis (streszczenie): W tym odcinku odwiedzamy Göteborg. Wizytę w tym drugim co do wielkości mieście Szwecji Robert rozpoczyna od przeglądu oferty na porannej hurtowej aukcji ryb i owoców morza. Do hali aukcyjnej w nadmorskim porcie już od świtu przychodzą hurtownicy, którzy kupują ryby (makrele, szczupaki, kraby, dorsze), nie tylko morskie, złowione w całej Skandynawii. Göteborg kocha ryby i oferuje je nawet w budkach z fast foodem; w jednej z nich Robert zjada smażonego śledzia z arktycznymi jagodami. W początkach XVII wieku dzisiejsza południowa Szwecja należała do Danii, która pobierała wysokie cła za żeglugę w swoich bałtyckich cieśninach. Godziło to w morski handel Szwecji. Król Gustaw II Adolf postanowił wybudować port na otwartym Morzu Północnym. Tak powstał Göteborg - miasto Gotów. Król - założyciel miasta - zyskał chwałę wielkiego reformatora i wodza, a wdzięczni mieszkańcy postawili mu wspaniały pomnik w centrum miasta. Jako że nie samą historią człowiek żyje, w centrum Robert trafia do słynnej restauracji Kometen, najstarszej w mieście, która działa nieprzerwanie od lat 30. XX wieku. Od niedawna jej szefem jest szwedzki autorytet kulinarny Leif Mannerström. W asyście gościa z Polski Leif przyrządza marynowanego po szwedzku łososia gravlax, do którego proponuje kawior. Na takie przysmaki nie mogli liczyć dawni marynarze, o czym Robert przekonuje się na pokładzie repliki XVIII - wiecznego statku Götheborg, cumującego w porcie. W centrum Robert odwiedza także halę targową, której piękny neogotycki budynek stoi nad rzeką. To najsłynniejsze w całej Szwecji miejsce, gdzie handluje się rybami. W tutejszej restauracji rybnej Robert podziwia, jak jej szef Johan Malm, otwiera przy barze ostrygi. Johan jest mistrzem świata w otwieraniu ostryg. Specjalnie dla Roberta przygotuje danie o nazwie "połów dnia". Będzie to smażona makrela z zielonym puree. Po obiedzie Robert odwiedza muzeum szwedzkiej motoryzacji, gdzie dowiaduje się, że już w 1959 r. montowano seryjnie pierwsze w świecie pasy bezpieczeństwa w modelu Volvo Amazon. Szwecja jest światową potęgą przetwórstwa rybnego. Można się o tym przekonać w Kungshamn, gdzie znajdują się magazyny firmy Abba Seafood. Zimnowojenne bunkry z lat 50. doczekały się lepszych czasów i lepszego przeznaczenia. W głównej hali przetwórni stoją beczki ze śledziami z Norwegii - w marynacie, oraz pojemniki z rybią ikrą. Na razie przysmaki te są jeszcze zbyt intensywne w smaku. Ta hala jest jak dojrzewalnia szlachetnych serów - ryby muszą tu poleżeć przez kilka tygodni. W drugiej hali Robert obserwuje proces filetowania szprotek, które po odcięciu głowy zamieniają się w szwedzkie anchois. W kolejnej znajduje się linia produkcyjna słynnej szwedzkiej pasty kawiorowej w tubkach. Z chrupkim pieczywem smakuje jak najprawdziwszy delikates. Każda szanująca się przetwórnia ma swoje laboratorium. Przeprowadza się tu różne testy, ale najważniejsze jest badanie organoleptyczne, czyli degustacja. Robert próbuje kawioru, pasty kawiorowej, krewetek i śledzi. Najbliższe okolice przetwórni wyglądają jak pocztówka. Szczególnie piękna jest przystań jachtowa w Smögen, która znajduje się w morskim przesmyku. Po drugiej stronie kanału można podziwiać malownicze kolorowe domki. Równie malowniczo prezentuje się zestaw szwedzkich tapas w nadmorskiej restauracji. Matjasy, siekane jajka na twardo, jajka z kawiorem, ziemniaki w plasterkach, śledzie, chrupki chleb, pasty rybne, ziemniaki w mundurkach, pasty kawiorowe. Prostota wykonania i niepowtarzalny smak, to, co w Skandynawii liczy się najbardziej. Pobyt w Göteborgu wieńczy wizyta w kawiarni Da Matteo, która ma własną piekarnię i palarnię kawy. Szwedzi piją mnóstwo kawy. To żelazny element każdej przerwy w pracy. Zwykle kawie towarzyszą kanelbullar - bułeczki cynamonowe, bez których Szwedzi nie byliby sobą.
Czas trwania: 25min. / 2012 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): W drodze do Alentejo, największej i zarazem najmniej zaludnionej prowincji Portugalii, Robert Makłowicz zatrzymuje się w hotelu typu pousada, urządzonym w zabytkowym klasztorze obok średniowiecznego zamku w miejscowości Palmela. Następnie decyduje się zboczyć z trasy, by z przylądka Espichel zobaczyć Atlantyk. Nad jego urwistym brzegiem Makłowicz przyrządza pożywną potrawę rybną - caldeiradę. Wielki wybór specjałów wiejskiej kuchni Alentejo smakosz z Polski odnajduje w przydrożnej restauracji, obleganej przez miejscowych. Po wizycie w dwóch nowoczesnych winnicach przychodzi czas na przyrządzenie typowo wiejskiego dania, dającego siłę do pracy w polu: kotletów wieprzowych z boczkiem, kiełbasą i kaszanką.
Czas trwania: 25min. / 2009 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): W dzisiejszym odcinku będzie trochę miejsko, trochę wiejsko, ale przede wszystkim ekologicznie. Zamiłowanie Szwedów do ekologicznego stylu życia widać wyraźnie w Malmö, gdzie na terenach dawnej stoczni powstało wzorcowe, przyjazne środowisku osiedle Western Harbour, czyli Zachodni Port. Symbolem dzielnicy jest "skręcony tors" - wspaniały wieżowiec wzniesiony według projektu hiszpańskiego architekta Santiago Calatravy, który stanął w miejscu dawnego wysokiego żurawia stoczniowego. Wokół wieżowca rozciąga się dzielnica niedużych domków. Niska zabudowa przeważa w całej dzielnicy. Specjalna konstrukcja domów gwarantuje jak najmniejsze zużycie energii, która w całości pochodzi ze źródeł odnawialnych. Jeździ się tu głównie na rowerach i elektrycznych segwayach. W ekologii bardzo ważna jest sprawa śmieci. Mieszkańcy tej dzielnicy korzystają z pneumatycznego zsypu. W domach dokonują podstawowej segregacji odpadków na organiczne i nieorganiczne. Potem wrzucają je do specjalnych pojemników, z których pneumatyczny system transportuje odpadki poza granice osiedla, żeby nie musiały do niego wjeżdżać śmieciarki. Przepełnieni miłością do ekologii mieszkańcy muszą mieć gdzie kupować ekologiczne produkty, dlatego w osiedlu jest ekologiczny supermarket. Przejrzałe banany, którym kończy się termin ważności, trafiają do przysklepowej restauracji, tam zaś wszyscy chętnie jedzą je w różnych postaciach. Dla zainteresowanych prowadzi się tutaj kursy ekologicznego gotowania. W nadmorskiej dzielnicy jest oczywiście przystań jachtowa i reprezentacyjna restauracja. Nazywa się Salt & Brygga i jest znana w całej Szwecji, a także poza jej granicami. W sali restauracyjnej Robert wyjaśnia koncept ekologicznej restauracji; jest to przede wszystkim zakaz palenia i przestrzeganie zasad fair trade przy imporcie produktów. Następnie degustuje zamówione dania: stek, ragout z policzków wołowych, kiełbasę cielęcą, puree z pokrzyw i zielone szparagi. Bez deseru. Półwysep Bjäre to ziemniaczany spichlerz Szwecji. Bliskość Morza Północnego sprawia, że jest tu bardzo chłodno, dlatego pola są częściowo przykryte folią. Uprawia się tu głównie ziemniaki, bo piaszczysta byle jaka gleba idealnie się do tego nadaje. Z właścicielem gospodarstwa Robert ucina sobie pogawędkę na temat filozofii produkcji wódki rocznikowej i jej walorów. I oczywiście degustuje wybrane trunki, zwłaszcza z młodych ziemniaków. Tak wzmocniony dociera nad samo Morze Północne, do cieśniny Skattegat. Nie jest tu jednak polarnie zimno, a spacer brzegiem morza działa ożywczo. W marinie stoi mnóstwo zacumowanych jachtów, przy których ludzie urządzają sobie pikniki. W XIX wieku powstał tutaj kurort Mölle, którego skarbem jest czyste powietrze przynoszone przez zachodnie wiatry. Na przełomie XIX i XX wieku otwarto tu pierwsze w Europie kąpieliska koedukacyjne. Działały jak magnes; przed I wojną światową do Mölle kursowały bezpośrednie pociągi z Berlina. Dzisiaj też panuje tu atmosfera swobodna. Kolejny cel podróży to wyspa Styrsö, dokąd Robert dopłynie promem. Wyspa leży w archipelagu koło Göteborga i jest urządzona tak, jak Szwedzi wyobrażają sobie idealne miejsce do życia na łonie natury. Obowiązuje zakaz ruchu samochodów, nie licząc pojazdów straży pożarnej czy policji. Na pomoście mariny Robert przyrządza danie główne odcinka: sałatkę szwedzką z łososiem i langustynką. Następnie meleksem dociera do dzielnicy rybackiej. W jadalni nadmorskiego pensjonatu z tradycjami degustuje dania rybne: śledzia na przystawkę i smażoną makrelę z kawiorem. Na deser, herbatę i ciastka, musi dojechać do zamku Sofiero, dawnej letniej rezydencji królewskiej przekazanej przez króla społeczeństwu.
Czas trwania: 25min. / 2012 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Tytułowy jubileusz to 1000-lecie Budapesztu, który świętowano pod koniec XIX wieku. Z tej okazji stolica wzbogaciła się m.in. o nowy gmach Parlamentu i monumentalny Plac Bohaterów. Robert Makłowicz podróżuje rocznicowym szlakiem. Kucharz z Krakowa odwiedza dzielnicowe halę targową w dawnym Peszcie, która przypomina wieżę Eiffle'a. Na trzech piętrach mieszczą się stoiska z rybami, bary i restauracje oraz madziarskie dobra spożywcze. Kolejny punkt milenijnego szlaku to rejs statkiem wycieczkowym po Dunaju. Podczas rejsu Robert przyrządza danie odcinka - pörkölt, czyli gulasz z wieprzowiny z papryką. W żydowskiej dzielnicy zamawia rosół z knedlami z macy i czulent wołowy, a do tego humus plus koszerna palinka.
Czas trwania: 32min. / Polska / 2015 / magazyn kulinarnyOpis (streszczenie): Kucharz rozpoczyna wycieczkę po Porto Cervo od degustacji aperitifu, oliwek i orzeszków. Odwiedza pole golfowe i miejscowy jachtklub. Przygląda się, jak szef kuchni przyrządza pierożki z ricottą, pecorino, szafranem i tymiankiem. Krakowski podróżnik udaje się także na degustację wina i próbuje słynnej miejscowej dziczyzny. Na koniec odcinka gotuje danie główne programu: sardyński makaron z mięsem wieprzowo-cielęcym.
Czas trwania: 32min. / Polska / 2014 / magazyn kulinarnyMakłowicz w podróży można obejrzeć w programie stacji:
Emisje miały lub będą miały miejsce w: TVP3, TVP3 Białystok, TVP3 Bydgoszcz, TVP3 Gdańsk, TVP3 Gorzów Wlkp., TVP3 Kielce, TVP3 Kraków, TVP3 Łódź, TVP3 Lublin, TVP3 Olsztyn, TVP3 Opole, TVP3 Poznań, TVP3 Rzeszów, TVP3 Szczecin, TVP3 Warszawa, TVP3 Wrocław, TVP HD, TVP Historia, TVP Polonia, TVP Rozrywka, TVP Wilno, Telewizja WP
Lista zwiera odnośniki do stron typów związanych z prezentowaną audycją:
Lista zwiera odnośniki do stron osób związanych z produkcją (aktorzy, reżyser):
Lista zawiera lata, w których powstawała audycja: